uf szeroko rozsuwam klatkę piersiową, niczym okiennice pękające kręgi wybijają rytm pęcherzyki świszcząc pęcznieją, głodne tlenu w swojej zachłanności jestem jak gąbka wysycona wodą i ten stan wydaje się nie mieć końca czystość ot tak, po prostu, naturalnie. chłonę, tętnię, moje ciało oddycha wcześniej oblepione folią hurtowe paczkowanie, mentalne skrępowanie nie zarzyguję się do środka. wgryzam się w mięsisty miąższ arbuza, spijam nektar lekkich myśli błogo wyciągam ręce w kierunku słońca, które jest moje, razy dwa nie dzielimy przez przypadki, to zbyt niezrozumiałe dla naszej bajki. i nie otwieram oczu, bo wiem, co zobaczę uśmiecham się przez sen, patrzę przez całowane powieki wszystko jest na swoim miejscu, bo mnie tam nie ma puk puk gdzie się podziałam? wiesz, że nie tęsknię? dziewczyno, to jest właśnie dziecię kwiat. czasem nocą robi mi się zimniej, nawet w tym dusznym pokoju jak tego popołudnia stojąc w korytarzu i obsypując pocałunkami marszczące się ju...