Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2013

mielę w koło młyn

zawsze pustka skrzypi we mnie wtedy, gdy nasłuchuję zbyt wielu głosów nie siwiejących, acz szarych głów tych wszystkich półobcych, półprzechodniów, co wpadają mi pod nogi na słowa. to jak kroki w starym domu nocą tęskniące nowych tajemnic. gdzie ukryły się te drzwi rozsuwające cegły ściany od niemal ćwierćwieku ich nie widziałam. złapałabym w słoik wydech twego zgrzanego ciała i patrzyła na pajęcze plamy muskające szkło. może ta mapa wytłumaczy mi czym jest hałaśliwy zlepek zdań, który wydychasz. przeżuwam te myśli, badam podniebieniem ich smak bo chcę słownika, który przetłumaczy to,co w tobie świszczy przyjacielu. nasze języki się splątały iście babelsko. a nadgorliwość papkę wymieli mielę, mielisz, muł. woelv - gris wiedza jest czysto teoretyczna absurdalna w swoim ograniczeniu do praw i kazusów ubiera się w gruby pancerz, co by emocje skóry nie drasnęły kryje swoje kształty, jak zakompleksiony adolescent a gdy głowa organicznieje zgubienie jednego sło...

pięć lat

chciałam powiedzieć: 'pięć lat kurzenia się w szufladzie' co w moim posępnym stylu jest bardzo jednak to wszystko tak dusznym nie było. bywałam 'odtąd-dotad' i 'a-gdybym' momentami czasem łamałam kończyny skacząc do powinności próbowałam nawet udowodnić mgliste złożenia nie trudno dojść, że nie moje. i to tyle. teraz prostuję kręgosłup i patrzę w słońce ślepnę rozkosznie, milcząc. to mój osobisty antrakt. emily wells - let your guard down a może by tak wyruszyć odkryć nieodkryte? poukładać wszystko na półkach, opisać raz jeszcze kartony i na śmieci wynieść wychodzone latami buty które zdobi mapa zacieków i przetarć. może to ten unikalny moment, by dać sobie przestrzeń na oddech rozsunąć kruchą klatkę i zachłysnąć się życiem obrysować siebie ponownie. potrzebuję pobyć nago z kosmosem w nieskończoną ilość migotliwych oczu i wpiąć komety w suche włosy. na boso chodzić po pokoju swojej głowy znaleźć pierwiastek boga w swojej marno...

kukła

rynny głęboko dudnią, a ja zatapiam się w kocim mruku plamy dźwięków na ścianach rysują okręgi i kapie z moich rzęs. księżycowe kroki, z boku na bok wybujane pół roku powód do rozciągania warg. Lena Kaufman feat Ada- Ночь сияла кристаллом / Night shining of crystals taśmowy utylitaryzm ściska moją gardziel wyklepuję w takt własne ułomności w tabeli obok robię rachunek walorów i chce mi się używać słowa 'newralgiczne' ale chyba nic takie ostatnio nie jest. życie kukiełek, kruchych jak zaschnięty biszkopt z wyrzutem sumienia, że mogło się inaczej taki egzystencjalny paw. Chelsea Wolfe - Moses nie wiedziałam, że kiedyś przyjdzie moment kiedy nie będę już mogła założyć trampek, pluć na chodnik i głośno kurwować. nie powiem tego małej Matyldzie.

warzywo

mam zakorkowaną głowę kręcę się niemiłosiernie. Kapela ze Wsi Warszawa - Musiałaś ty dziewce Coś jakby zabrakło mi muzy. Sama nią sobie byłam, więc czy mam rozumieć, że zniknęłam? Całe życie okresowo wyraźnieję a potem chowam się we mgle, kryję cicho za cudzymi istnieniami zgrabnie przyjmując pozę zainteresowania. Albo troski. Teraz celuję tymi samymi uczuciami w siebie, pisząc list zaadresowany na własne imię. I znowu łatwiej przemówić mi stukotem o klawisze, aniżeli tańcem pióra na papierze. Mam nieodparte wrażenie, że to już było i doskonale wiem, że nie mylę się ani trochę. Ja tak huśtam się wciąż i przyznać muszę, że potwornie skrzypi to siedzisko. Wypalam się co jakiś czas, potem rozpadam się, znikam i wstaję na silne nogi z podrapanymi kolanami. Gubią mnie ciężkie buty i spacer po twardych chodnikach. Skakanie między powinnościami, niczym w dyscyplinie olimpijskiej. Dlaczego ta rzeczywistość czasami mnie tak zjada? Dlaczego zapalam się oślepiająco, zachwycam płomienną pot...

ość

herballister - goldrush w głowie się dwoi i troi swoiste urojenie o przepalonych kolorach to już było śniło mi się też. gorliwie w grafik wpisuję swoje istnienie jakby tych tabel rusztowanie podtrzymywało mój byt było jedynym jego dowodem. przed czym truchleję, że staram się tak wszystko pojąć objąć szczelnie własnym ramieniem wypunktować? niepamięć łakomie zjada skrawki wspomnień o mnie a trud doszywa sobie rybi szkielet gdy wydarzenia spadające to tu to tam zamieniają się w głuchą treść mojego życia. loscil - motoc ostatnie pokłony dla zimy a więc kłaniam się w pas moczę potulnie włosy w kałuży bo piękna byłaś tego roku wredoto. ________________________ znów mężnieję w męskich objęciach jakby wolność jedynie bujała się w halce dlatego utul mnie mocno pajęczym uściskiem a wyciśniesz ze mnie kobietę. będziemy dziko się kochać w letnich pastelach i w gęstej trawie kryjącej coraz to cieplejszą ziemię. będziemy krzyczeć co sił w gardzieli o nieziemskim...

wykolej

miauczę sennie się bujając, chowam buty w śniegu a pod dachem mojej głowy śnią się wyprawy z latarenką w kieszeni bezplan codzienności wolność o zapachu siana. emily wells - take it easy san francisco cibelle - green grass tego się w trawie słucha właśnie. powoli smaki zaczynają mi się zlewać w jedno, drewnem pachnące, ścierwo.  dysonans o nas skwierczy mi w uszach wizje tworzą się i głucho pękają przede mną tryskają mi w twarz. sunday munich - supposee włóczęga w wiecznej tułaczce tułam się, gubię, od ścian odbijam i widzę, że to tylko dreptanie po promieniu zawsze w odniesieniu do Ciebie. kolejny wykolejony.

wiosna

i wracam, splątana, na zgubiony w czasie moment tę ciemną chwilę, gdy jestem tak krucha, że sypię się z każdym ze ściany zderzeniem kulę się do środka i niknę. za dnia szczerzę się i prężę, aż krzyż głucho strzyka dukam formułki uprzejmości by nocą zobaczyć, jak bezbarwnie spotulniałam. więc mydlę ospałe powieki gdy usta wypełniają się pianą a przeze mnie ciurkiem się leją niewypowiedziane słowa. a może pełnymi zdaniami o równie pełnych wdechach? załapałam pion w silnych ramionach ostrość widzenia pachnący świeżą trawą grunt. maluję się miękkimi pędzlami wielokolorowo leżę w fioletowej trawie, zakryta po szyję kwiecistą kołdrą ciężkie chmury nad głową uprawiają dziki maraton a ja zatrzymuję czas czaruję, jakbym robiła to od zawsze. bo co dwie lamy, to nie jedna. cho, pomarznijmy razem postójmy tu chwilę pomilczmy trochę i tak usłyszysz dudniące krwi uderzenia szczęście. piękną wiosnę mamy tej zimy.