Przejdź do głównej zawartości

pięć lat

chciałam powiedzieć: 'pięć lat kurzenia się w szufladzie'
co w moim posępnym stylu jest bardzo
jednak to wszystko tak dusznym nie było.
bywałam 'odtąd-dotad' i 'a-gdybym' momentami
czasem łamałam kończyny skacząc do powinności
próbowałam nawet udowodnić mgliste złożenia
nie trudno dojść, że nie moje.
i to tyle.

teraz prostuję kręgosłup i patrzę w słońce
ślepnę rozkosznie, milcząc.
to mój osobisty antrakt.


emily wells - let your guard down

a może by tak wyruszyć odkryć nieodkryte?
poukładać wszystko na półkach, opisać raz jeszcze kartony
i na śmieci wynieść wychodzone latami buty
które zdobi mapa zacieków i przetarć.
może to ten unikalny moment, by dać sobie przestrzeń na oddech
rozsunąć kruchą klatkę i zachłysnąć się życiem
obrysować siebie ponownie.
potrzebuję pobyć nago z kosmosem w nieskończoną ilość migotliwych oczu
i wpiąć komety w suche włosy.
na boso chodzić po pokoju swojej głowy
znaleźć pierwiastek boga w swojej marności
który nuci prostą melodię
HARMONIA.

zawsze czułam, że pewnego dnia sprzedam swoje klamoty lub oddam za bezcen dobytek
zgolę się na łyso i wyjadę do Indii
aby złożyć śluby milczenia i zaszyć się w sobie grubymi nićmi.
a teraz widzę, że to tak blisko
wśród mazurskiej zieleni.
czas wyczyścić z błota głowę
przyszło rozwiać trupi fetor po mej prywatnej sale guerre
amen.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności