To już pół roku jak dźwięczą te pytania w mojej głowie. I nie mogę ich dotknąć, bo mam wrażenie, że zaraz się rozsypią i moje odpowiedzi zawisną w pustej przestrzeni. Te kwestie wracają chyba głównie z tego powodu, że tak trudno mi na nie odpowiedzieć. A wydawałoby się, że przecież trzeba wiedzieć. Kiedyś wystarczyło rzucić proste zbitki słów, to działo się niemal automatycznie. Dyskutowałam o wszystkim, z wielką energią i jeszcze silniejszym przekonaniem. Teraz nie potrafię tak rozjaśnić swojego stanowiska. Nie umiem odpowiedzieć, co jest dla mnie najważniejsze w życiu. To takie nieuchwytne. Niektórzy wykrzykują: rodzina! sukces! pieniądze!, a ja chyba tego nie czuję. Coś mi cicho podpowiada, że prawda jest kluczowa. Prawda zawsze się obroni . To według niej próbuję żyć, brać na klatę trudną rzeczywistość, nie ułatwiać ani gmatwać kłamstwem. Mierzi mnie sztuczna szczęśliwość, wolę brutalne w szczerości cierpienie. Jestem sceptyczna, może zdystansowana. Na pewno nie naiwna. Z drugiej...