Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2017

jałowe pole

długa, pusta cisza. pozwoliłam sobie kolejny raz sprowadzić wszystko do pustej strony nie gromadzę zbędnych słów, a może już żadne z nich nie mają dla mnie znaczenia. tyle lat na pierwszej stronie notatnika zapisuję surowe: "trać coś codziennie" i chyba ta piękna nauka weszła mi w krew. moją słabą, skąpą i zazdrosną krew. zablokowałam się na poezję, zaczęłam ją krytykować. uczestniczę w jakimś nienazwanym wyścigu w jedynej przestrzeni, która była wolna od wszelkich not. może to kolejna z tych pięknie smutnych rzeczy, która przemija, mimo wszelkich protestów wydobywających się z samego dna trzewi a może ja się znowu zmieniam, jak to było setki razy w moim śmiesznym żyćku. jak już o nim mowa, to lubi płatać mi figle bezduszne i karcące, tak zimne aż wszystko boli, gdy próbuję oddychać. i tak, gdy okiełznałam szaleństwo lęku przed własnym popierdoleniem w roli matki i nawet przyznałam przed sobą, że tak, jestem gotowa i chcę to moje zatrute cia...

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

dżungla

tricky feat. martina topley-bird - when we die upał w betonowej dżungli zwiastuje nocne błyskanie niebo grzmi jak starotestamentowy bóg a mnie koją te dźwięki dzikość serca każe tańczyć rytualne piruety i wyć co sił w płucach. śledzę mapę doświadczeń, które przywiodły mnie do tej krainy zlepiam urywki historii, porządkuję klatki nierozpoznanych twarzy jestem wdzięczna tej plątaninie wydarzeń. wyciągam pojedyncze nici i robię z nich piękne plecionki wiszą mi nad głową jak trofea, "robią mi pokój" koją. nie znajdę wszystkich odpowiedzi i pierwszy raz zaczynam się z tym godzić dwie wiosny później na bieszczadzkich połoninach rozumiem więcej mój umysł jest jasny a ja pełna zgody ze sobą, z tobą i ze światem. dorastam do tego, że nie muszę się nikomu tłumaczyć ze swoich życiowych zakrętów, nieoczekiwanych postojów dzikiego zrywu by biec przed siebie bez znajomości celu. nie muszę się tłumaczyć już sobie obiecywać pilnować poganiać. zaprzyjaźniłam się...

malutki

żywej duszy w domu brak więc nasłuchuję jak kurz pałęta się po drewnie a świst północnego wiatru wdziera się w pokoje. michael kiwanuka - cold little heart jestem tylko ja, poetyczna mimoza. rzeczywistość łapie mnie za mordę, rzuca bezwzględnie terminami a ja sufituję w czarnej pościeli i składam ze słów origami bawię się z wyobraźnią w chowanego. i jedna myśl mnie natrętnie nawiedza, że może życie tworzy się w moim podbrzuszu, dziarsko rozdziera trzewia szukając sobie bezpiecznego miejsca żeby zrobić rewolucję. ta myśl stała się ciepła i miękka. przywołuje miliony obrazów, skojarzeń i wizji jeszcze więcej pytań różnego gabarytu o mnie, o niego i ten filigranowy byt. martina topley-bird - baby blue już się nie boję, jestem gotowa.

kosmos

To już pół roku jak dźwięczą te pytania w mojej głowie. I nie mogę ich dotknąć, bo mam wrażenie, że zaraz się rozsypią i moje odpowiedzi zawisną w pustej przestrzeni. Te kwestie wracają chyba głównie z tego powodu, że tak trudno mi na nie odpowiedzieć. A wydawałoby się, że przecież trzeba wiedzieć. Kiedyś wystarczyło rzucić proste zbitki słów, to działo się niemal automatycznie. Dyskutowałam o wszystkim, z wielką energią i jeszcze silniejszym przekonaniem. Teraz nie potrafię tak rozjaśnić swojego stanowiska. Nie umiem odpowiedzieć, co jest dla mnie najważniejsze w życiu. To takie nieuchwytne. Niektórzy wykrzykują: rodzina! sukces! pieniądze!, a ja chyba tego nie czuję. Coś mi cicho podpowiada, że prawda jest kluczowa. Prawda zawsze się obroni . To według niej próbuję żyć, brać na klatę trudną rzeczywistość, nie ułatwiać ani gmatwać kłamstwem. Mierzi mnie sztuczna szczęśliwość, wolę brutalne w szczerości cierpienie. Jestem sceptyczna, może zdystansowana. Na pewno nie naiwna. Z drugiej...