Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

dom

Edward Sharpe & The Magnetic Zeros - Home uśmiecham się o niczym wątrobą lubię oślepiające słońce sunące rankiem wzdłuż rambli, do placu imprerial wewnętrzne tykadła, mówiące hiszpanom, kiedy równomiernie przejść na czerwonym. lubię lodówki wypełnione owocami morza i starożytne ruiny doskonałych rzymian sangrie w kartonie, opalanie na balkonie w lutym domy bez kaloryferów, w których słychać żywo dysputujących sąsiadów oczywiście o piłce nożnej. - szemrzący, czyli jaki? jak to rozumiesz? - wydający szemrzący dźwięk - ale jaki to? - no taki cichy szmer, taki cichy hałas - bo mi chodzi o taki, co wydają twarde skrzydełka owada, jak on pada na podłogę i się mota, a ulecieć nie potrafi - ale skrzydełka błoniaste, czy chitynowe? - chitynowe - to może być szemrzący - a co się dzieje w ulu? - bzyczą, w ulu - ble, to takie agresywne ktoś na mnie poluje, a ja chowam się niczym zwierzyna zdradzając przyśpieszonym oddechem. pomieszanie z poplątaniem przestaje być moj...

=

jeśli nie narzucić sztywnego ordnungu albo-albo, okazuje się, że nie ma oślepiającej bieli ni nicościowej czerni wszystko ma po prostu odcienie zjawiskowej szarości jak odwieczna zagadka mieszania kolorowych, nasyconych barw, co zawsze w rezultacie dawało szarą wodę po farbkach. i pytam, en serio , czy życiem można aż tak się zachwycać? czy ja po prostu dryfuję kilka sentymetrów ponad chodnikami odurzona nieznanym dotąd narkotykiem aplikowanym z każdym tchnieniem bezkresne przedawkowanie szaleńczy entuzjazm chet faker - terms and conditions zaślubiny piachu z wodą są innym duetem w obliczu potęgi oceanu rzewny płacz napędzany wzruszeniem odpowiada na pytania o słowo, którego szukałam czyściec . nie mogę ostatecznie siebie potępić, ani doznać wiecznego zbawienia jestem pomiędzy zawieszona w życiowej chłodni, jak mięso na ciężkich stalowych hakach. mój emocjonalny przekrój daje marny obraz zahukania, wstydu i palącej frustracji łatwo zamienianych w ciężko znoszoną nien...

parallel universes

- co będzie potem? - nie wiem pewne rzeczy po prostu nie mijają jedynie noszą w sobie potencjał zmiany w marnym geście pocieszenia. wryte w mięso ciężkie kajdany pewnego dnia zrastają się z kośćmi są potem jak toporna i brzydka biżuteria, której nigdy nie ściągniesz zapominasz o niej czasami, by znowu odkryć znudzenie że nie byłam wtedy tym, kim teraz chcę bym była. ale czy to ma jakieś znaczenie? pomijając, że poszukiwany klucz leżał na dnie mojej kieszeni to drzwi nigdy nie były zamknięte puk puk, niespodzianka. zajęło mi to połowę moich tchnień które winnam zamienić w słowa, a te w rozmowę dwojga ludzi całych tłumów szemrzących o absolucie, który można dotknąć i posmakować. tych niebanalnych ludzi spotyka się w życiu parę razy, w najdziwniejszych momentach i zawsze takich oni - drażniąco surowi, bezkreśnie autentyczni i powyginani w abstrakcyjnych pozach wywróceni na drugą stronę lub zwinięci do środka są jak chodzące dzieła sztuki niemyte dusze unikaty. trwam w kojącym wzruszeniu p...