gdy tak biegam między kolejnymi linijkami w grafiku, nie mam czasu poczuć tej słonej nostalgii ani niepokoju o zapachu oceanu. w moim stylu jest pakowanie siebie w kilka minut w jeden poszarpany plecak bez zbędnych wzruszeń, czy rozważań po prostu zwinąć życie w tuzin ruloników. w głowie mi elfie oczy i przerażająco głośne nuty pompuję muzykę do mojej głowy żywię się pięknem, to moja belle epoque ona zaczyna się od machania chorągwią w geście kapitulacji a na niej drobnym drukiem napisałam, że surowość zamienia się w krytycyzm. i rysuję granice, nowe mapy ja-nieja bo to nie twoja sprawa, a ja spowiadać się nie muszę niczemu poza wiecznością w samym środku tego, co dopiero uczę się nazywać. ej, jestem dorosła i zaczyna mi świtać, co robię. nie budzę się w pokoju o pruskim błękicie na ścianach austriackiego wspomnienia które pięknie mi brzmiało i prześladowało nawet w tej z najpiękniejszych stolic bezwstydnie stercząc na szczycie skrzyżowania. teraz mogę wplątać włosy w pstrokaty turban ...