Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2019

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

parę ulic dalej

ja wciąż pamiętam każdy szczegół tamtego życia chodzę po tym mieszkaniu, gdy wszyscy śpią zaglądam z jakąś świętością do ciężkich szaf wygładzam wschodni obrus w jadalni chłonę dźwięki najlepszej muzyki, bezkrytyczna, upojona. klatkę rozrywa mi paląca tęsknota, jest jak pasożyt nie ma żadnego medykamentu, który by mnie oswobodził. i tak od dekady. dokładnie tam zamknęło się moje życie. najwyraźniej zapamiętane, najczulej wspominane wraca do mnie w snach i czuję ulgę - uf, wszystko wróciło, już jestem. zawieszenie. nigdy nie zacznę żyć teraz, nawet w tak kluczowym momencie. melody gardot - four women czy tam naprawdę było moje miejsce? parę ulic dalej, wiele lat temu?

rewolucji tydzień piąty

jest noc pierwsza bezsenna nie z powodu panicznego nadmyślenia pierwsza bez snu z czystej ekscytacji czekam do poranka licząc, że to wszystko wciąż jest prawdziwe. jak to bure niebo za szybą jak chłód północnego wiatru wdzierającego się do mieszkania jak wszystkie skrzeczące mewy w moim ukochanym nadmorskim mieście. chciałam mieć wszystko zaplanowane, podejmować decyzje, obliczać a życie wybrało za mnie. pomimo surowych diagnoz, zimnego laboratorium w mojej waginie zakpiło z tej niezwykle sztucznej instytucji, gdzie wszystko wzbudza ten sam niepokój co żony ze Stepford. wygląda na to, że to 5 tydzień rewolucji. stało się niemożliwe. to nasze ciągłe zaskakiwanie. Kevin Morby - Harlem River

niebycie

ja już chyba nie umiem w poezję stałam się twarda jak szkło i przezroczysta wszystko przeze mnie widać. moje ostatnie słowa uruchomiły potężną lawinę lekarze zaczęli rozmawiać po łacinie, a na głowie było coraz mniej piór. wyobrażałam sobie, że w moim żołądku wyrósł las piękny, gęsty i dziki. w przerwach między śnieniem czekałam na wyrok budziły mnie dzwony kościelne albo letnia gorączka i bach! dostałam szansę od życia tylko nieśmiało pytam jak to przyjąć, że niemal wszystko się skończyło że otarłam się o koniec że pożegnałam się w duchu i poczułam, że każdy mój krok do tego miejsca prowadził? bawię się w niebezpieczną grę w chowanego z życiem i całkiem poważnie uznaję to wszystko za niebyłe.