czasami tracę pamięć i wydaje mi się, że mnie nie było kilka razy dziennie gubię tożsamość nie ma mnie wcale. może to dyspensa na wspomnienia instynkt samozachowawczy albo chciwe robactwo grabiące moje ja które niby gdzieś tam obezwładnienie leży uśpione chłodne zbłąkane o poobijanych kostkach i zimnych bosych stopach. czekające na - no właśnie, na co? wybudzam się z sennej apatii, oślepia mnie przymglone światło. nie potrafię wydusić z siebie właściwego, ba, jakiegokolwiek słowa przez zastygłe struny. ziemia drży i paruje, słyszę, jak oddycha w zapowiedzi czegoś wielkiego. nie jestem pewna do końca, czego. może ta myśl po prostu dopiero kiełkuje, by kwitnąć w swoim tempie, nie warto jej tak wcześnie, maluczkiej i bezkształtnej, wyrywać. chcę zastąpić wszystkie "mam" na "czuję", "jestem", każde "moje" na "mi". wertowanie wewnętrznego słownika będzie zarazem terapeutycznym wglądem we własne pokraczne w swym kalectwie postawy, zbrudzo...