moja socjopatka . każdy w życiu z czymś, kimś sobie nie radzi i bywa zdesperowany, zachowuje się jak bezdenny idiota, rozklekotany świr, pajacuje krzyczy biega, uporczywie, dosadnie, a później znowuż subtelnie i wyrachowanie. wtedy ktoś przypina nam karteczkę na plecy "socjo". bez wyjątków, nie łudźmy się. i te wszystkie nibyrelacje, nibyrączki nibynóżki. nikt przecież nie powiedział, że oni są mądrzy, tylko dbają o jedyne, co zostało - imprezowy wizerunek, zamiast przyjść pod drzwi, zapukać stojąc w korytarzu i powiedzieć słynne śnieżne "ok". dzisiaj białe płaty sypane z nieba jakby przykryły wszystko, a niedzielne opustoszenie, martwe miasta, śmierć wszystkich i wszystkiego, nieistnienie tego dnia dodatkowo wzmagają to uczucie niebytu. mam wrażenie, jakbym się dzisiaj urodziła ponownie, nie rozumiała nawet tego języka. a w głowie motłoszą się myśli, gromadzą, piętrują, zwijają w kłębki. gdyż poczułam wyzwolenie, siłę, jakąś ponadczasowość. rezygnacja ma w sobie co...