moja socjopatka. każdy w życiu z czymś, kimś sobie nie radzi i bywa zdesperowany, zachowuje się jak bezdenny idiota, rozklekotany świr, pajacuje krzyczy biega, uporczywie, dosadnie, a później znowuż subtelnie i wyrachowanie. wtedy ktoś przypina nam karteczkę na plecy "socjo". bez wyjątków, nie łudźmy się. i te wszystkie nibyrelacje, nibyrączki nibynóżki. nikt przecież nie powiedział, że oni są mądrzy, tylko dbają o jedyne, co zostało - imprezowy wizerunek, zamiast przyjść pod drzwi, zapukać stojąc w korytarzu i powiedzieć słynne śnieżne "ok". dzisiaj białe płaty sypane z nieba jakby przykryły wszystko, a niedzielne opustoszenie, martwe miasta, śmierć wszystkich i wszystkiego, nieistnienie tego dnia dodatkowo wzmagają to uczucie niebytu. mam wrażenie, jakbym się dzisiaj urodziła ponownie, nie rozumiała nawet tego języka. a w głowie motłoszą się myśli, gromadzą, piętrują, zwijają w kłębki. gdyż poczułam wyzwolenie, siłę, jakąś ponadczasowość. rezygnacja ma w sobie coś pięknego.
311 porter - surround me with your love
"nie pisałem długo, 6 miesięcy. ale byłem zbyt zajęty życiem"
ŻYCIAMI. to ile ich było? 2, 3, 5? jedno jego, jedno nasze wspólne, które tylko ja podtrzymywałam, budowałam, kreowałam, dopieszczałam. może gdzieś tam też było moje, malutkie, ciasne i ograniczone. na nie już nie miałam tak wielu sił.
życie to poszukiwanie czegoś transcendentnego, pięknego, choć nietrwałego.
tak się czuję właśnie. chyba wiem, w którym kierunku to zmierza. w końcu w jakimś. powinnam pisać sama, a nie szukać, by ktoś ze mnie to powiedział, jednak tak już zrobił. ona upijała się i wymiotowała. tym wszystkim, co było dookoła. przepełnieniem bezczynnością, tęsknotą, a może właśnie niczym. brakiem uczuć. staczała się po równi pochyłej i chciała po prostu, by ktoś ją złapał i obudził. nakrzyczał nawet. zachwycił. zrobił coś wielkiego razem z nią. wypełnił wszystkie opustoszałe zakamarki. wcale nie była złą, zepsutą dziewczyną. sama to wiedziała. ale chciała, by decyzję podjął ktoś inny. żeby nie trzymał włosów przy rzyganiu, każdego wieczora. tylko, żeby zabrał jej z ręki czasami to piwo, czy sheridan'sa, bez różnicy. ochronił przed zagładą.


Komentarze
Prześlij komentarz