Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2010

38 stopni

smoke city - underwater love klatkują mi powidoki wspólnych chwil i za każdym razem jest to tak bolesne ukłucie, że zginam się wpół. przed laty miałam inne do tego podejście, dlaczego? w czym jesteś inny w porównaniu z pierwszym zespoleniem dusz? może w tym, żeś prawdziwy? mdli mnie od teoretyzowania życia, gdybania, jak i wspominania, nie o tym chcę mówić. mogę mruczeć o tej potwornej gehennie, którą sobie zgotowałam. i wbijać gwoździe znaku zapytania w czaszkę - dlaczego odeszłam. w moim kodzie genetycznym jest zamaskowana informacja, którą potrafię już odczytywać - obwinianie się. zapominam, jak było. i pamiętam tylko, że smutno, źle, nietak. patrz, jak się uśmiechaliśmy. dostaję drgawek, majaczę w gorączce, że jesteś wciąż. kurwa. jak mam zawrócić? ktoś kiedyś powiedział, że można, a ja jeszcze tego nie zobaczyłam, nigdy. czy to kolejna z legend, historii dla podtrzymania ducha, aby wierzyć w coś, że warto? żeby nie cierpieć tak bardzo, bez kresu i nadać temu wartość, podciągnąć ...

ryba

lau nau -painovoimaa tylko w filmach jest tak, że lubi się za coś. w prawdziwym świecie lubi się po prostu, bo tak. w filmografii są też niewyczerpane historie, które się ciągną i ciągną i muszą się skończyć tak czy siak przewiązaniem kokardą, a w żyćkach naszych często jest tak, że coś jest po prostu ładniutkie i na tym koniec. ludzie się mijają, odbijają od siebie, gubią pod własnym domem, nie poznają własnego głosu. nic wielkiego. nic małego. gnato boli uświadamianie sobie kolejny raz, że nie ma ludzi niezastąpionych. zawsze robi się tak potwornie zimno przy tym, a wspomnienia działające jak termofor są ciężkie, za bardzo obciążają kręgosłup. i tak krążąc między planetami, świtem, którego nie ma i nocą, która ciąży swoją ciemnością, przyzwyczajam się do spania z obcym kociętem. mam podwójną powiekę, jak on, zniekształcającą obrazy powłokę na gałkach. powidoki kochania. i nie mogę otworzyć oczu do końca, być może jestem rybą. patrick wolf - wind in the wires gdzie te szeroki...