lau nau -painovoimaa
tylko w filmach jest tak, że lubi się za coś. w prawdziwym świecie lubi się po prostu, bo tak. w filmografii są też niewyczerpane historie, które się ciągną i ciągną i muszą się skończyć tak czy siak przewiązaniem kokardą, a w żyćkach naszych często jest tak, że coś jest po prostu ładniutkie i na tym koniec. ludzie się mijają, odbijają od siebie, gubią pod własnym domem, nie poznają własnego głosu. nic wielkiego. nic małego.
gnato
boli uświadamianie sobie kolejny raz, że nie ma ludzi niezastąpionych. zawsze robi się tak potwornie zimno przy tym, a wspomnienia działające jak termofor są ciężkie, za bardzo obciążają kręgosłup. i tak krążąc między planetami, świtem, którego nie ma i nocą, która ciąży swoją ciemnością, przyzwyczajam się do spania z obcym kociętem. mam podwójną powiekę, jak on, zniekształcającą obrazy powłokę na gałkach. powidoki kochania. i nie mogę otworzyć oczu do końca, być może jestem rybą.
patrick wolf - wind in the wires
gdzie te szerokie, kościste plecy o wyrysowanym pięknym kręgosłupie. aguszowy chłopiec. takiego mogłabym kochać. spać wspólnie do 13 w białej pościeli i palić papierosa bez wstawania z materaca na podłodze. narzucić wygniecioną koszulę i powiedzieć "dzień dobry" w przestrzeń patrząc się przez wielkie okno na kolejny szary dzień. i tak byłoby mi wielokolorowo.


Komentarze
Prześlij komentarz