Przejdź do głównej zawartości

38 stopni

smoke city - underwater love
klatkują mi powidoki wspólnych chwil i za każdym razem jest to tak bolesne ukłucie, że zginam się wpół. przed laty miałam inne do tego podejście, dlaczego? w czym jesteś inny w porównaniu z pierwszym zespoleniem dusz? może w tym, żeś prawdziwy? mdli mnie od teoretyzowania życia, gdybania, jak i wspominania, nie o tym chcę mówić. mogę mruczeć o tej potwornej gehennie, którą sobie zgotowałam. i wbijać gwoździe znaku zapytania w czaszkę - dlaczego odeszłam. w moim kodzie genetycznym jest zamaskowana informacja, którą potrafię już odczytywać - obwinianie się. zapominam, jak było. i pamiętam tylko, że smutno, źle, nietak. patrz, jak się uśmiechaliśmy. dostaję drgawek, majaczę w gorączce, że jesteś wciąż. kurwa.

jak mam zawrócić? ktoś kiedyś powiedział, że można, a ja jeszcze tego nie zobaczyłam, nigdy. czy to kolejna z legend, historii dla podtrzymania ducha, aby wierzyć w coś, że warto? żeby nie cierpieć tak bardzo, bez kresu i nadać temu wartość, podciągnąć do cnoty? i nie mówić sobie w twarz: spierdoliliśmy. wolałabym łysieć ze wściekłości, zachodzić w głowę w jego martwej ciszy, ale BYĆ. móc spać obok, czasami się przytulić, powygłupiać, bawić w kochanego, usłyszeć "małi mój, koko".

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności