Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

biskupia

mam wrażenie, że zrobił się przeciąg w kajecie kontaktów trzeba być ostrożnym i przytakującym inaczej nikt nie chce rozmawiać. powierzchowne relacje, z filcu wycinane znajomości gdzie żonglujemy osiągnięciami trzęsąc się przed jakimkolwiek dyskomfortem rozkrzyczany tłum jednogłośnie żąda szybciej, lepiej, więcej! żeby być najładniejsza, najmądrzejsza, najwyżej wykształcona najszerzej rozwinięta osobowo i osobiście, z hobby, pasjami i sukcesami zawodowymi najmodniej ubrana, z unikatową biżuterią fantastycznie gotująca zarówno orientalne jak i domowe potrawy i naj-kobieca i naj-nie zarazem, ale wszystko w pełnym wymiarze i z rozmachem taka co jeździ w najodleglejsze krainy, najlepiej tropikalnie i trzy razy do roku najbardziej wyzwolona i najbardziej na czasie takie "naj" w jeden deseń bądźmy drogie panie tak mi dopomóż bóg. trust - candy walls śniła mi się biskupia górka skupiła całe piękno, które zebrałam oczami w dziesiątkach podróży rozpoznawałam cudow...

pustonoc

nie mogłam tej nocy spać moje powieki od wewnątrz wyrzeźbione były tak wyraźnie, że nie mogłam nie widzieć tych myśli o tym co było, a już nikt nie pamięta o tym co będzie, a nikt w to nie wierzy. leżąc wśród trzech różnobarwnych wydechów dosięgła mnie jedna z tych jasności która oślepia że ja jestem atom, a to moja przestrzeń zbudowana wyłącznie na moich decyzjach bez obracania się za siebie nawet nie wiem, kiedy odwróciłam wzrok przed siebie kiedy wyniosłam na śmieci swoje buty do uciekania. choir of young believers - hollow talk na cienkiej płytce ze szkła wycisnęłam przeróżne farby poprzypominały mi się nazwy - ugier, ochra, siena, cynober, kadm oddałam się parogodzinnemu upojeniu barw, aż wszystkie pędzle napiły się kolorów i powstała kolejna kobieca twarz rozkochana w schiele. zapomniałam, jak kocham malować. parę dni później spotkałam się z wiosną gdzieś w zapomnianych wioskach gdzie stoją opuszczone dworki, grobowce o pustych trumnach i małe niemieckie nagro...

sens życia oraz jego brak

więcej rozlewam wokół siebie atramentu, niż wstukuję myśli w cybernetyczny świat. taka już moja uroda - swoje słowa rozdaję, zamiast je dla siebie trzymać. one tworzą się i puszczam je wolno, bo takie też być powinny - ulotne i nieposkromione. w tej materii nigdy nie dotykała mnie żadnego rodzaju chciwość. zawsze bliższe było mi doświadczanie, smakowanie i tworzenie niż posiadanie, kolekcjonowanie, chowanie. czasami zapominam przez to o swojej historii - jak ona tak naprawdę brzmi. potrzebowałabym pomocy tych wszystkich adresatów, aby stworzyć chronologiczną całość. niekiedy korci mnie by zaryzykować tego przedsięwzięcia w poszukiwaniu sensu, a potem nim złapię tę myśl tańczę już zupełnie gdzie indziej. tak jak teraz. jeszcze ciężkim oddechem przypominam sobie nieznośny stan plateau, spleen o zapachu morza, a teraz przebudzam się i po przetarciu oczu widzę nową przestrzeń wokół siebie, zupełnie nie wiedząc kiedy i kto ją wybudował. wychodzi na to, że moje ręce składały kawałek po kawał...