Przejdź do głównej zawartości

pustonoc

nie mogłam tej nocy spać
moje powieki od wewnątrz wyrzeźbione były tak wyraźnie, że nie mogłam nie widzieć tych myśli
o tym co było, a już nikt nie pamięta
o tym co będzie, a nikt w to nie wierzy.
leżąc wśród trzech różnobarwnych wydechów dosięgła mnie jedna z tych jasności która oślepia
że ja jestem atom, a to moja przestrzeń
zbudowana wyłącznie na moich decyzjach bez obracania się za siebie
nawet nie wiem, kiedy odwróciłam wzrok przed siebie
kiedy wyniosłam na śmieci swoje buty do uciekania.


choir of young believers - hollow talk

na cienkiej płytce ze szkła wycisnęłam przeróżne farby
poprzypominały mi się nazwy - ugier, ochra, siena, cynober, kadm
oddałam się parogodzinnemu upojeniu barw, aż wszystkie pędzle napiły się kolorów
i powstała kolejna kobieca twarz rozkochana w schiele.
zapomniałam, jak kocham malować.
parę dni później spotkałam się z wiosną gdzieś w zapomnianych wioskach
gdzie stoją opuszczone dworki, grobowce o pustych trumnach
i małe niemieckie nagrobki porośnięte kruchym białym kwieciem.
musiałam przeprosić mojego najwierniejszego z przyjaciół
którego nie wiedzieć czemu ostatnimi czasy oszczędzałam
zupełnie jakbym niegodnym jego oka traktowała to, co mnie otacza
niesłusznie, rzecz jasna.
dużo tego mam - pasji, wrażliwości i wyobraźni
tylko dlaczego niekiedy tak to dawkuję?
przecież z tego moje życie się składa
nostalgiczne i marzeniowe
jak prześwietlona klisza w portugalskim porcie
czy mgła o poranku na katalońskich ulicach
pusta noc przy równiku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności