Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2010

szczęścin

the xx - crystalised go slow brakuje mi menelskich czasów, gdzie nie było strojenia, tylko każda z nas wrzucała na siebie szmaty, pozszywane po swojemu, kolorowe, poplamione, za duże i bufoniaste. nie mam z kim tak się nosić i stroić wieszaków, wszyscy są pretensjonalni, modni i wymuskani jak azjatyckie cipki. dlatego dzisiaj topię się w wielkiej koszuli w kratę, mam sweter po kolana, kolorowo-pojebane kolczyki, fioletowe okulary i szerokie spodnie, nie h&mowe rurki. wciągnę jeszcze zniszczone i zabłocone robin hoodki i jakiś kaszkiet. i setki tysięcy zeszytów obklejonych z dziwacznymi zapiskami zewsząd, materiałowe szmaciane torby na pomysły, coraz to bardziej pierdolaste. jeszcze brakuje picia kawy na warsztatach filmowych, papierosa za papierosem między kadrami i pochodu po długiej w stroju pipi lansztrung z codziennym wielkim jabłkiem. zdarte lakiery z ogromnych pudeł na krótkich paznokciach. chyba czas na wizytę w szczecinie. goOoOo slow.

syndrom pasażera

odtrułam się. dźwięki przelewają się przeze mnie ciurkiem i wchłaniają się to tu, to tam. momentami nakręcam się dziwacznie, zupełnie jak małpka z delicatessen i wydaje mi się, że to dzień na spacer ze sobą i nie jest to przygnębiające czy wydumane. słońce grzeje w plecy a muzyka łaskocze płatki uszu, uśmiecham się do obcych i jest pięknie. a potem gromadzą się śnieżno-gradowe chmury, robi się ciemno, pięty bolą przez kilometry twardych chodników, a na ulicy ludzie trąbią i przeklinają, bo przewrócił się staruszek, inni kłócą się w kolejce u lekarza, zupełnie niesłusznie. i nic już takie nie jest jak być miało. znowu. ocokurwatepretensje! myśli niewypowiedziane i rzeczy niezrobione doganiają mnie, depczą po moim cieniu, a on pokornie udowadnia swoją wierność przyszytą do moich stóp. i znowu jest to nic i ja jestem nic. i to senne pociągowe słuchanie muzyki żywej już tylko w dźwiękach, którą słyszy się inaczej, stokroć inaczej. pełniej, głębiej, obszerniej. bo one wtedy już są nap...

2nd

siedząc na balkonie w grubych skarpetach i paląc wolno papierosa obserwowałam szarpane wiatrem brzozy. zasadzono je tuż po moich narodzinach, mamy oczko. i w pewnym momencie oślepiło mnie słońce znajomym blaskiem - dokładnie tej samej jasności, z tego samego punktu i wywołało symilarne wrażenia. wiem, czym to było i to tylko moje. zupełnie tak samo, jak ja jestem moja. zabawmy się, malutka. mam ochotę malować oczy i paznokcie na czarno, topić się w czerni i truć dymem papierosowym. mam ochotę uciec jak najdalej od tego wymiaru, nieważne jakim kosztem. bo to nieprawda, że grawitacja zawsze wygrywa. nie lubimy drugich miejsc i krzyczymy głośno. to nie mogło potrwać długo. blokuję wszystko, wyłączam telefony. i ja wiem, że tam był mój dziadek, w tym słońcu, i chciał tylko, żebym nie płakała. pogłaskał moje włosy, teraz już prawdziwe i przypomniał, że jest. bo ludzie bliscy zawsze są, bez względu na okoliczności, kilometry, śmiertelność. a ci udawani nawet nie potrafią wsiąść w pociąg. ...