Przejdź do głównej zawartości

2nd

siedząc na balkonie w grubych skarpetach i paląc wolno papierosa obserwowałam szarpane wiatrem brzozy. zasadzono je tuż po moich narodzinach, mamy oczko. i w pewnym momencie oślepiło mnie słońce znajomym blaskiem - dokładnie tej samej jasności, z tego samego punktu i wywołało symilarne wrażenia. wiem, czym to było i to tylko moje. zupełnie tak samo, jak ja jestem moja. zabawmy się, malutka. mam ochotę malować oczy i paznokcie na czarno, topić się w czerni i truć dymem papierosowym. mam ochotę uciec jak najdalej od tego wymiaru, nieważne jakim kosztem. bo to nieprawda, że grawitacja zawsze wygrywa.

nie lubimy drugich miejsc i krzyczymy głośno. to nie mogło potrwać długo. blokuję wszystko, wyłączam telefony. i ja wiem, że tam był mój dziadek, w tym słońcu, i chciał tylko, żebym nie płakała. pogłaskał moje włosy, teraz już prawdziwe i przypomniał, że jest. bo ludzie bliscy zawsze są, bez względu na okoliczności, kilometry, śmiertelność. a ci udawani nawet nie potrafią wsiąść w pociąg.

low - point of disgust -wiesz, co najbardziej boli przy złamanym sercu? to, że nie pamiętasz, jak czułeś się wcześniej. spróbuj zatrzymać to uczucie. ponieważ jeśli odejdzie, nigdy go nie odzyskasz. -i co się potem dzieje? -stawiasz krzyżyk na cały świat. i wszystko na nim. warunek był prosty - być. spierdoliłeś to, żegnam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności