the xx - crystalised
go slow
brakuje mi menelskich czasów, gdzie nie było strojenia, tylko każda z nas wrzucała na siebie szmaty, pozszywane po swojemu, kolorowe, poplamione, za duże i bufoniaste. nie mam z kim tak się nosić i stroić wieszaków, wszyscy są pretensjonalni, modni i wymuskani jak azjatyckie cipki. dlatego dzisiaj topię się w wielkiej koszuli w kratę, mam sweter po kolana, kolorowo-pojebane kolczyki, fioletowe okulary i szerokie spodnie, nie h&mowe rurki. wciągnę jeszcze zniszczone i zabłocone robin hoodki i jakiś kaszkiet. i setki tysięcy zeszytów obklejonych z dziwacznymi zapiskami zewsząd, materiałowe szmaciane torby na pomysły, coraz to bardziej pierdolaste. jeszcze brakuje picia kawy na warsztatach filmowych, papierosa za papierosem między kadrami i pochodu po długiej w stroju pipi lansztrung z codziennym wielkim jabłkiem. zdarte lakiery z ogromnych pudeł na krótkich paznokciach.
chyba czas na wizytę w szczecinie.
goOoOo slow.
parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?
Komentarze
Prześlij komentarz