
odtrułam się.
dźwięki przelewają się przeze mnie ciurkiem i wchłaniają się to tu, to tam. momentami nakręcam się dziwacznie, zupełnie jak małpka z delicatessen i wydaje mi się, że to dzień na spacer ze sobą i nie jest to przygnębiające czy wydumane. słońce grzeje w plecy a muzyka łaskocze płatki uszu, uśmiecham się do obcych i jest pięknie. a potem gromadzą się śnieżno-gradowe chmury, robi się ciemno, pięty bolą przez kilometry twardych chodników, a na ulicy ludzie trąbią i przeklinają, bo przewrócił się staruszek, inni kłócą się w kolejce u lekarza, zupełnie niesłusznie. i nic już takie nie jest jak być miało. znowu.
ocokurwatepretensje!
myśli niewypowiedziane i rzeczy niezrobione doganiają mnie, depczą po moim cieniu, a on pokornie udowadnia swoją wierność przyszytą do moich stóp. i znowu jest to nic i ja jestem nic. i to senne pociągowe słuchanie muzyki żywej już tylko w dźwiękach, którą słyszy się inaczej, stokroć inaczej. pełniej, głębiej, obszerniej. bo one wtedy już są naprawdę, naprawdziej niż wcześniej. i teraz wiemy, czego chciałeś, po fakcie. groteskowe ignorowanie rzeczy. smutne i śmieszne zarazem, a co za tym idzie - przerażające.
'i wish i had a horse's head, a tiger's heart, an apple bed'
sparklehorse - apple bed nie można kochać czyjejś części, nikt nie wymyślił operacji historii życia. tu wycinam, tam doszywam, to opatruję, tamto obsuwam. te wszystkie czyraki, wrzody i ropiejące krosty, choć najobrzydliwsze i sprawiające najwięcej problemów, są najważniejsze. obserwowałam te blizny, sine szwy i myślałam o tobie tak mocno, aż kolejny raz nieświadomy wbiłeś się między chmury, bez bagażu innego niż w głowie i piersi i wylądowałeś obok mnie. przypomniałeś o tym, że jestem silna, bo starannie wyleczyłam te ropienie, sama i bez wstydu. dziękuję pasażerze. sparklehorse and radiohead - wish you were here
Komentarze
Prześlij komentarz