Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

have a nietzsche day

chciałabym leżeć całymi dniami w łóżku, słuchać jazzu, rozmyślać i ładnie wyglądać. palić papierosy, myśli, uczucia. zabunkrować się między dylematami, czy schnąć z tęsknoty, czy boleśnie zrozumieć, że nie ma za czym.' have a nietzsche day. to był niezwykle duszny i upalny dzień i miałam wrażenie, że im głośniej śpiewały chóralne głosy o zasłoniętych gazetami twarzach, tym mocniejszy wiatr się zrywał, pełen kurzu, lekkich myśli, głośnego śmiechu i zapachu zakochanych ludzi. lato miłości. miałam na sobie szeroką kwiecistą koszulę z bawełny, która szarpała się z humorami tego wietrznego południa, a ręką przytrzymywałam słomiany kapelusz. chodząc na boso paliłam dużo owocowych skrętów i trzymałam zawsze jeden za uchem. było idealnie.

wszystko

all, we ever wanted was everything. all we ever get was cold. EVERYTHING leczę się rozplątywać supły, robię na drutach, dziergam nową siebie. tuptam po śniegu w trampkach, które wychodziły mi piękne życie. toporne kroki zamieniły się w lekkość bytu, zahukanie w pewność siebie a mysi pisk w papierowy sukces. w nich nauczyłam się stepować, superbabka. jednak ich przyczepność ma swoje granice. nigdy nie umiałam tańczyć na kłodach sunących z nurtem rzeki. chyba nawet byłam pod wodą dłużej, niż 3 minuty. get up, eat jelly sandwich bars and barbed wire SQUASH EVERY WEEK INTO A DAY o ile łatwiej jest być pogodnym. nie węszyć spisków, nie czekać aż spadnie lodówka z nieba prosto na głowę. zarobaczałam od środka, bezwiednie i stopniowo. stałam się patologiczna dopiero, jak poznałam to słowo. dojrzewało jak wiśnie w słońcu, żadna sroka łaskawie mnie nie zjadła. i teraz mogę już tylko to zmienić, albo się ukrzyżować na słupie telegraficznym, jako przestroga dla dzieci neo. co jest bardziej prawdo...

uroczo

"zachowujemy zbyt wiele rzeczy. gdybym mogła zacząć od nowa, nie przepuszczałabym niczego. pozwalałam ludziom trwać w szaleństwie, nawet gdy robili sobie krzywdę. milczałam uważając, że mają prawo tacy być. ale tolerując to, nie szanujemy ludzi, lecz ich opuszczamy." z tego już nic nie będzie. to zdanie powinno być zakazane. podcinać języki, wyrywać paznokcie! albo nie: dożywocie. a dożywocie bez nadziei, beznadziejne jest. dopuszczam znaki na piętach, metki przy karku, że ktoś jest czyjś i amen. jednak nie pozwolę nigdy wierzyć w nieoznakowanie czy przeterminowanie. ludzie nie mają wad fabrycznych, tutaj nie istnieje reklamacja. oni po prostu są. i to nie dziwota, że inni. każdy gdzieś tę plamę ma. a tęsknota, dla odmiany, zamieniła się w zgagę i palić zaczyna zawsze w momencie, gdy myślę, że już przeszła. budzę się więc codziennie z bolącym gardłem, nocą znowuż seledynowo ropieje i puchnie przypominając liczi. zupełnie jak sny, które dziwaczeją szaleńczo, w zabójczym temp...

spotkałam fauna

wyśniłam fabrykę taśmowej produkcji marzeń . stanów, smaków i czuć. jeśli nektar napojem bogów, to herbata jest trunkiem czujących myślicieli często zawijających się w koce poszukując przytulności na swych refleksyjnych parapetach. od podłogi po sufit rosły malutkie półeczki z jeszcze drobniejszymi napisami. najpierw były to nazwy owoców, następnie ziół, drzew i czekolady. bezlik herbat oszałamiał. jednak im dalej szłam w głąb tejże fabryki, odkrywałam coraz dziwniejsze napisy - od zwierząt, przez miejsca i postaci, aż po uczucia. nie chodziło o mięsno-sierściowy smak kociej herbaty, czy rdzawo-smolisty stoczni. pijąc jeża, czułeś się nim, zakopującym się w suche jesienne liście i słuchającym tych jeszcze tańczących na wietrze wespół z siatkami, gazetami, szalikami przy zarumienionych twarzach. smak liceum przywodził tamtejsze wspomnienia, wrażenie czekania na dzwonek, by pływając podczas przerwy na falujących parkietach znowu zobaczyć znajome, dębowe oczy. wreszcie herbaty z uczuć...