Przejdź do głównej zawartości

wszystko


all, we ever wanted was everything.
all we ever get was cold.

EVERYTHING

leczę się rozplątywać supły, robię na drutach, dziergam nową siebie. tuptam po śniegu w trampkach, które wychodziły mi piękne życie. toporne kroki zamieniły się w lekkość bytu, zahukanie w pewność siebie a mysi pisk w papierowy sukces. w nich nauczyłam się stepować, superbabka. jednak ich przyczepność ma swoje granice. nigdy nie umiałam tańczyć na kłodach sunących z nurtem rzeki. chyba nawet byłam pod wodą dłużej, niż 3 minuty.


get up, eat jelly
sandwich bars and barbed wire
SQUASH EVERY WEEK INTO A DAY

o ile łatwiej jest być pogodnym. nie węszyć spisków, nie czekać aż spadnie lodówka z nieba prosto na głowę. zarobaczałam od środka, bezwiednie i stopniowo. stałam się patologiczna dopiero, jak poznałam to słowo. dojrzewało jak wiśnie w słońcu, żadna sroka łaskawie mnie nie zjadła. i teraz mogę już tylko to zmienić, albo się ukrzyżować na słupie telegraficznym, jako przestroga dla dzieci neo. co jest bardziej prawdopodobne?

niedługo zacznę stroić się w dodatki. najpierw nastroję siebie.


gdyż
JESTEM AUTENTYCZNA.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności