ja już chyba nie umiem w poezję stałam się twarda jak szkło i przezroczysta wszystko przeze mnie widać. moje ostatnie słowa uruchomiły potężną lawinę lekarze zaczęli rozmawiać po łacinie, a na głowie było coraz mniej piór. wyobrażałam sobie, że w moim żołądku wyrósł las piękny, gęsty i dziki. w przerwach między śnieniem czekałam na wyrok budziły mnie dzwony kościelne albo letnia gorączka i bach! dostałam szansę od życia tylko nieśmiało pytam jak to przyjąć, że niemal wszystko się skończyło że otarłam się o koniec że pożegnałam się w duchu i poczułam, że każdy mój krok do tego miejsca prowadził? bawię się w niebezpieczną grę w chowanego z życiem i całkiem poważnie uznaję to wszystko za niebyłe.