Przejdź do głównej zawartości

food

czasami tracę pamięć i wydaje mi się, że mnie nie było
kilka razy dziennie gubię tożsamość
nie ma mnie wcale.
może to dyspensa na wspomnienia
instynkt samozachowawczy
albo chciwe robactwo grabiące moje ja
które niby gdzieś tam obezwładnienie leży
uśpione
chłodne
zbłąkane
o poobijanych kostkach i zimnych bosych stopach.
czekające na

- no właśnie, na co?


wybudzam się z sennej apatii, oślepia mnie przymglone światło. nie potrafię wydusić z siebie właściwego, ba, jakiegokolwiek słowa przez zastygłe struny. ziemia drży i paruje, słyszę, jak oddycha w zapowiedzi czegoś wielkiego. nie jestem pewna do końca, czego. może ta myśl po prostu dopiero kiełkuje, by kwitnąć w swoim tempie, nie warto jej tak wcześnie, maluczkiej i bezkształtnej, wyrywać.

chcę zastąpić wszystkie "mam" na "czuję", "jestem", każde "moje" na "mi". wertowanie wewnętrznego słownika będzie zarazem terapeutycznym wglądem we własne pokraczne w swym kalectwie postawy, zbrudzone zazdrością, uwierającym zniewoleniem i dusznym egotyzmem. prowadzę życie więziennika w klatce z własnych założeń. egzystencjalna chciwość uformowała ze mnie bezdomnego nędzarza, wewnętrznego paupra. szkoda mi czasu, żałuję sił, moje istnienie jest systematyzowane obowiązkami, gonitwą za efektywnością i utylitaryzmem. i nie mam nic naprawdę mojego. wykonuję zadania, ot co. wydajny industrializm, zachłanna biurokracja, bezdenne odczłowieczenie. wymiotuję.

jestem jak ta wiosna. przychodzę na kilka dni, zachęcam, promienieję, a potem zaskakuję śnieżną pokrywą. potem jestem nijaka, jeśli w ogóle. ziębnę i demotywuję. mój zapał jest wyczerpywalny, przesypuje się z jednego poziomu klepsydry, na przeciwny, czasami już nie wiem, po której stronie jestem.

długo jeszcze?


te piękne rzeczy, które i tak wspominamy
a przynajmniej ja
sam ze sobą albo z prawdziwie nierealną Tobą, tą ze wspomnień
albo Agatą - figurą retoryczną

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności