czasami tracę pamięć i wydaje mi się, że mnie nie było
kilka razy dziennie gubię tożsamość
nie ma mnie wcale.
może to dyspensa na wspomnienia
instynkt samozachowawczy
albo chciwe robactwo grabiące moje ja
które niby gdzieś tam obezwładnienie leży
uśpione
chłodne
zbłąkane
o poobijanych kostkach i zimnych bosych stopach.
czekające na
- no właśnie, na co?
chcę zastąpić wszystkie "mam" na "czuję", "jestem", każde "moje" na "mi". wertowanie wewnętrznego słownika będzie zarazem terapeutycznym wglądem we własne pokraczne w swym kalectwie postawy, zbrudzone zazdrością, uwierającym zniewoleniem i dusznym egotyzmem. prowadzę życie więziennika w klatce z własnych założeń. egzystencjalna chciwość uformowała ze mnie bezdomnego nędzarza, wewnętrznego paupra. szkoda mi czasu, żałuję sił, moje istnienie jest systematyzowane obowiązkami, gonitwą za efektywnością i utylitaryzmem. i nie mam nic naprawdę mojego. wykonuję zadania, ot co. wydajny industrializm, zachłanna biurokracja, bezdenne odczłowieczenie. wymiotuję.
jestem jak ta wiosna. przychodzę na kilka dni, zachęcam, promienieję, a potem zaskakuję śnieżną pokrywą. potem jestem nijaka, jeśli w ogóle. ziębnę i demotywuję. mój zapał jest wyczerpywalny, przesypuje się z jednego poziomu klepsydry, na przeciwny, czasami już nie wiem, po której stronie jestem.
długo jeszcze?
te piękne rzeczy, które i tak wspominamya przynajmniej jasam ze sobą albo z prawdziwie nierealną Tobą, tą ze wspomnieńalbo Agatą - figurą retoryczną
Komentarze
Prześlij komentarz