Przejdź do głównej zawartości

mała kobietka

gdy tak biegam między kolejnymi linijkami w grafiku, nie mam czasu poczuć tej słonej nostalgii
ani niepokoju o zapachu oceanu.
w moim stylu jest pakowanie siebie w kilka minut
w jeden poszarpany plecak
bez zbędnych wzruszeń, czy rozważań
po prostu zwinąć życie w tuzin ruloników.
w głowie mi elfie oczy i przerażająco głośne nuty
pompuję muzykę do mojej głowy
żywię się pięknem, to moja belle epoque
ona zaczyna się od machania chorągwią w geście kapitulacji
a na niej drobnym drukiem napisałam, że surowość zamienia się w krytycyzm.
i rysuję granice, nowe mapy ja-nieja
bo to nie twoja sprawa, a ja spowiadać się nie muszę niczemu
poza wiecznością w samym środku tego, co dopiero uczę się nazywać.

ej, jestem dorosła
i zaczyna mi świtać, co robię.




nie budzę się w pokoju o pruskim błękicie na ścianach
austriackiego wspomnienia
które pięknie mi brzmiało i prześladowało nawet w tej z najpiękniejszych stolic
bezwstydnie stercząc na szczycie skrzyżowania.
teraz mogę wplątać włosy w pstrokaty turban
wielokolorowe, sycące myśli i skwierczące papierosy
mogę pojechać w końcu do Indii popatrzeć na słonie
tam, gdzie był nasz koniec świata
a ręka w ręce topniała nie bardziej, niż moje poliki.
ty i ja
i wszyscy, których poznamy.



do zobaczenia na lotnisku w ciepłych krainach
wyśniłam to.
zawsze już będę wierzyć mojej eterycznej intuicji
bo jednak okazuje się ona najmniej mglista
najwłaściwsza.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności