Przejdź do głównej zawartości

=

jeśli nie narzucić sztywnego ordnungu albo-albo, okazuje się, że nie ma oślepiającej bieli ni nicościowej czerni
wszystko ma po prostu odcienie zjawiskowej szarości
jak odwieczna zagadka mieszania kolorowych, nasyconych barw, co zawsze w rezultacie dawało szarą wodę po farbkach.
i pytam, en serio, czy życiem można aż tak się zachwycać?
czy ja po prostu dryfuję kilka sentymetrów ponad chodnikami odurzona nieznanym dotąd narkotykiem
aplikowanym z każdym tchnieniem
bezkresne przedawkowanie
szaleńczy entuzjazm


chet faker - terms and conditions

zaślubiny piachu z wodą są innym duetem w obliczu potęgi oceanu
rzewny płacz napędzany wzruszeniem odpowiada na pytania o słowo, którego szukałam
czyściec.
nie mogę ostatecznie siebie potępić, ani doznać wiecznego zbawienia
jestem pomiędzy
zawieszona w życiowej chłodni, jak mięso na ciężkich stalowych hakach.
mój emocjonalny przekrój daje marny obraz zahukania, wstydu i palącej frustracji
łatwo zamienianych w ciężko znoszoną nienawiść
jestem jak żywa rzeźba z siecią drobnych pęknięć, z których wylewa się klejąca ropa
i ten ostry, mdlący swąd.

odkąd pamiętam, chciałam by ktoś się mną opiekował
utulił mnie pod swoim płaszczem przed tym chłodem
a mimo to rysowałam suchym węglem drażniąco wyraźną niezależność
ostatnio nawet prostacko krzykliwe 'spierdalaj'.
więc jestem tu, liczę od nowa dni czystości
i uśmiecham się, bo jest łatwiej.
zbieram siły, by stawić czoła tym marom z przeszłości
przestać być małą dziewczynką
postacią w breloczku chowaną do kieszeni.
to nie ucieczka, to rozwój.




raz w życiu pomyliły mi się kroki i od tego czasu chodzę krzywo
czasem kuśtykam ulicami jak schorowany pauper
czasem uprawiam błazenadę w departamencie głupich kroków
najważniejsze jest chodzenie do przodu patrząc też tam
widząc, co mam pod nogami.

więc ej, skontrastuj mi życie
zaserwuj konkret
proste wytłumaczenie, dlaczego było tak źle
chcę wyprowadzić wzór, uporządkować znaki
niech wynik będzie z dwoma miejscami po przecinku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności