Przejdź do głównej zawartości

parallel universes


- co będzie potem?
- nie wiem




pewne rzeczy po prostu nie mijają
jedynie noszą w sobie potencjał zmiany
w marnym geście pocieszenia.
wryte w mięso ciężkie kajdany pewnego dnia zrastają się z kośćmi
są potem jak toporna i brzydka biżuteria, której nigdy nie ściągniesz
zapominasz o niej czasami, by znowu odkryć znudzenie
że nie byłam wtedy tym, kim teraz chcę bym była.
ale
czy to ma jakieś znaczenie?



pomijając, że poszukiwany klucz leżał na dnie mojej kieszeni
to drzwi nigdy nie były zamknięte
puk puk, niespodzianka.
zajęło mi to połowę moich tchnień
które winnam zamienić w słowa, a te w rozmowę dwojga ludzi
całych tłumów szemrzących o absolucie, który można dotknąć i posmakować.
tych niebanalnych ludzi spotyka się w życiu parę razy, w najdziwniejszych momentach
i zawsze takich
oni - drażniąco surowi, bezkreśnie autentyczni i powyginani w abstrakcyjnych pozach
wywróceni na drugą stronę lub zwinięci do środka
są jak chodzące dzieła sztuki
niemyte dusze
unikaty.

trwam w kojącym wzruszeniu przez odkrycia, które przez cały ten płynny czas mnie otaczały
nie znałam tego transcendentnego, ostatecznego języka
byłam ślepa na poszlaki, błądziłam niewydeptanymi ścieżkami
a odpowiedzi grały we wszystkich dźwiękach, mieniły się w mijanych obrazach, tliły w unoszących się zapachach.
zakochałam się w życiu, na zabój.
i wszystko krzyczy: winne versa!
za to, co przyszło.



sztuka to broń naładowana przyszłością

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności