Przejdź do głównej zawartości

warzywo

mam zakorkowaną głowę
kręcę się
niemiłosiernie.


Kapela ze Wsi Warszawa - Musiałaś ty dziewce

Coś jakby zabrakło mi muzy. Sama nią sobie byłam, więc czy mam rozumieć, że zniknęłam? Całe życie okresowo wyraźnieję a potem chowam się we mgle, kryję cicho za cudzymi istnieniami zgrabnie przyjmując pozę zainteresowania. Albo troski. Teraz celuję tymi samymi uczuciami w siebie, pisząc list zaadresowany na własne imię. I znowu łatwiej przemówić mi stukotem o klawisze, aniżeli tańcem pióra na papierze. Mam nieodparte wrażenie, że to już było i doskonale wiem, że nie mylę się ani trochę. Ja tak huśtam się wciąż i przyznać muszę, że potwornie skrzypi to siedzisko. Wypalam się co jakiś czas, potem rozpadam się, znikam i wstaję na silne nogi z podrapanymi kolanami. Gubią mnie ciężkie buty i spacer po twardych chodnikach. Skakanie między powinnościami, niczym w dyscyplinie olimpijskiej. Dlaczego ta rzeczywistość czasami mnie tak zjada? Dlaczego zapalam się oślepiająco, zachwycam płomienną potęgą, a potem gasnę nędznie. W głowie wciąż słyszę syczące drewno. To moja motywacja. Albo wiara, wiara w to, że wypełznę na powierzchnię. Męczy mnie moje wieczne nienasycenie, wdrukowane w kod genetyczny. Gdy buduję sobie nowy obraz, dopieszczam go o szczegóły, o których wielu mogłoby tylko śnić, to nagle widzę, jaką to marnością dla mnie z płótna ścieka. Traci to wszystko nagle na wartości, gdy jest już moje, punkt odhaczony na liście zadań. Bo przecież mogłabym więcej, bardziej, lepiej. Coś innego. I odsuwam potencjalne arcydzieło w niepamięć, nie pozwalając sobie na sekundę radości i dumy, cholera, zwykłego samozadowolenia. Czuję się znów jak bezproduktywny pauper, życiowy nędzarz, papierowy ludzik.

To są te gorsze dni, całe dłużące się okresy, gdy wszystko jest na pretensjonalne 'nie'. Chce się wyłączyć zegary, wywalić korki i leżeć w barłogu dniami i nocami. Zaniedbać higienę, wypiąć się na kontakty towarzyskie, zlekceważyć potrzeby fizjologii. Uwarzywnić się i uprawiać w najgorszy ze sposobów. Postawić krzyżyk na niezbadaną przyszłość i nie mieć wyrzutów. Dzisiaj nie mieć ambicji i celów życiowych to zbrodnia. A ja zawsze miałam zapędy kryminalne. O, ludzie marginesu, jak wam w żyćkach dobrze. Nie chcę walczyć o wielkie litery.

_______________________________________________


walia jest zjawiskowa.
słowa sklecone z największą ostrożnością, nie musną nawet jej istoty
bo jak użyć wyrazów opisując pejzaże kpiące z konwencji kolorystycznych?
tam zobaczysz wyspy jasnego fioletu w miętowym morzu
iście przytłaczające zielenie, których jak się okazało, są tysiące
i niczym polewy ściekają po niebotycznych wzgórzach.
tam każdy uroczy kolorowy domek będzie nosił dumnie swoją nazwę owianą tajemnicą
a ludzie pojawiający się znikąd i tam też podążający szybko przestaną zaskakiwać
gdy potężne drzewa wyszepcą baśnie do spragnionych historii uszu.

to kojący stan ducha, który pozwala przejść własne życie wzdłuż i wszerz
znajdując w nim nową harmonię i rozumiejąc każdy z wersów.
to itaka ludzi o małych potrzebach i wielkich duszach
miejsce, w którym można się znaleźć pod koniec swojej tułaczki
ze stoicką mądrością wyrysowaną na twarzy
gdy niedoczekanie czujesz, że zrobiłeś już wszystko, co było wpisane w twój byt.



Austra - Beat and the Pulse

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności