Przejdź do głównej zawartości

ość


herballister - goldrush

w głowie się dwoi i troi
swoiste urojenie o przepalonych kolorach
to już było
śniło mi się też.

gorliwie w grafik wpisuję swoje istnienie
jakby tych tabel rusztowanie podtrzymywało mój byt
było jedynym jego dowodem.
przed czym truchleję, że staram się tak wszystko pojąć
objąć szczelnie własnym ramieniem
wypunktować?
niepamięć łakomie zjada skrawki wspomnień o mnie
a trud doszywa sobie rybi szkielet
gdy wydarzenia spadające to tu to tam
zamieniają się w głuchą treść mojego życia.


loscil - motoc

ostatnie pokłony dla zimy
a więc kłaniam się w pas
moczę potulnie włosy w kałuży
bo piękna byłaś tego roku
wredoto.

________________________

znów mężnieję w męskich objęciach
jakby wolność jedynie bujała się w halce
dlatego utul mnie mocno pajęczym uściskiem
a wyciśniesz ze mnie kobietę.
będziemy dziko się kochać w letnich pastelach
i w gęstej trawie kryjącej coraz to cieplejszą ziemię.
będziemy krzyczeć co sił w gardzieli
o nieziemskim romansie
z wiosną.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności