Przejdź do głównej zawartości

mielę w koło młyn


zawsze pustka skrzypi we mnie wtedy, gdy nasłuchuję zbyt wielu głosów
nie siwiejących, acz szarych głów
tych wszystkich półobcych, półprzechodniów, co wpadają mi pod nogi
na słowa.

to jak kroki w starym domu nocą
tęskniące nowych tajemnic.
gdzie ukryły się te drzwi rozsuwające cegły ściany
od niemal ćwierćwieku ich nie widziałam.

złapałabym w słoik wydech twego zgrzanego ciała
i patrzyła na pajęcze plamy muskające szkło.
może ta mapa wytłumaczy mi czym jest
hałaśliwy zlepek zdań, który wydychasz.
przeżuwam te myśli, badam podniebieniem ich smak
bo chcę słownika, który przetłumaczy to,co w tobie świszczy
przyjacielu.
nasze języki się splątały iście babelsko.


a nadgorliwość papkę wymieli
mielę, mielisz, muł.


woelv - gris

wiedza jest czysto teoretyczna
absurdalna w swoim ograniczeniu do praw i kazusów
ubiera się w gruby pancerz, co by emocje skóry nie drasnęły
kryje swoje kształty, jak zakompleksiony adolescent
a gdy głowa organicznieje zgubienie jednego słowa burzy wyświechtaną wypowiedź
frazes tłumaczący świat.
z wiekiem pozostaje intelektualna samotność - niemoc wyrażenia siebie w pogoni za samoakceptacją.

mądrość za to naga jest
i żaden tłum jej nie straszny.
jest ciepłym uśmiechem pomarszczonego człowieka, który wie, na czym świat stoi
i czuje to,
czuje tak bardzo, jak żadne księgi o tym nie pisały.
o tym mówił człowiek.


najpiękniej, wrzeszcz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności