i wracam, splątana, na zgubiony w czasie moment
tę ciemną chwilę, gdy jestem tak krucha, że sypię się z każdym ze ściany zderzeniem
kulę się do środka i niknę.
za dnia szczerzę się i prężę, aż krzyż głucho strzyka
dukam formułki uprzejmości
by nocą zobaczyć, jak bezbarwnie spotulniałam.
więc mydlę ospałe powieki
gdy usta wypełniają się pianą
a przeze mnie ciurkiem się leją
niewypowiedziane słowa.
a może pełnymi zdaniami o równie pełnych wdechach?
załapałam pion w silnych ramionach
ostrość widzenia
pachnący świeżą trawą grunt.
maluję się miękkimi pędzlami
wielokolorowo
leżę w fioletowej trawie, zakryta po szyję kwiecistą kołdrą
ciężkie chmury nad głową uprawiają dziki maraton
a ja zatrzymuję czas
czaruję, jakbym robiła to od zawsze.
bo co dwie lamy, to nie jedna.
pomilczmy trochę
i tak usłyszysz dudniące krwi uderzenia
szczęście.
piękną wiosnę mamy tej zimy.
tę ciemną chwilę, gdy jestem tak krucha, że sypię się z każdym ze ściany zderzeniem
kulę się do środka i niknę.
za dnia szczerzę się i prężę, aż krzyż głucho strzyka
dukam formułki uprzejmości
by nocą zobaczyć, jak bezbarwnie spotulniałam.
więc mydlę ospałe powieki
gdy usta wypełniają się pianą
a przeze mnie ciurkiem się leją
niewypowiedziane słowa.
a może pełnymi zdaniami o równie pełnych wdechach?
załapałam pion w silnych ramionach
ostrość widzenia
pachnący świeżą trawą grunt.
maluję się miękkimi pędzlami
wielokolorowo
leżę w fioletowej trawie, zakryta po szyję kwiecistą kołdrą
ciężkie chmury nad głową uprawiają dziki maraton
a ja zatrzymuję czas
czaruję, jakbym robiła to od zawsze.
bo co dwie lamy, to nie jedna.
cho, pomarznijmy razempostójmy tu chwilę
pomilczmy trochę
i tak usłyszysz dudniące krwi uderzenia
szczęście.
piękną wiosnę mamy tej zimy.
Komentarze
Prześlij komentarz