Przejdź do głównej zawartości

wiosna

i wracam, splątana, na zgubiony w czasie moment
tę ciemną chwilę, gdy jestem tak krucha, że sypię się z każdym ze ściany zderzeniem
kulę się do środka i niknę.
za dnia szczerzę się i prężę, aż krzyż głucho strzyka
dukam formułki uprzejmości
by nocą zobaczyć, jak bezbarwnie spotulniałam.
więc mydlę ospałe powieki
gdy usta wypełniają się pianą
a przeze mnie ciurkiem się leją
niewypowiedziane słowa.

a może pełnymi zdaniami o równie pełnych wdechach?



załapałam pion w silnych ramionach
ostrość widzenia
pachnący świeżą trawą grunt.
maluję się miękkimi pędzlami
wielokolorowo
leżę w fioletowej trawie, zakryta po szyję kwiecistą kołdrą
ciężkie chmury nad głową uprawiają dziki maraton
a ja zatrzymuję czas
czaruję, jakbym robiła to od zawsze.

bo co dwie lamy, to nie jedna.



cho, pomarznijmy razem
postójmy tu chwilę
pomilczmy trochę
i tak usłyszysz dudniące krwi uderzenia
szczęście.


piękną wiosnę mamy tej zimy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności