Przejdź do głównej zawartości

dziecię kwiat

uf
szeroko rozsuwam klatkę piersiową, niczym okiennice
pękające kręgi wybijają rytm
pęcherzyki świszcząc pęcznieją, głodne tlenu w swojej zachłanności
jestem jak gąbka wysycona wodą i ten stan wydaje się nie mieć końca
czystość
ot tak, po prostu, naturalnie.
chłonę, tętnię, moje ciało oddycha
wcześniej oblepione folią
hurtowe paczkowanie, mentalne skrępowanie
nie zarzyguję się do środka.

wgryzam się w mięsisty miąższ arbuza, spijam nektar lekkich myśli
błogo wyciągam ręce w kierunku słońca, które jest moje, razy dwa
nie dzielimy przez przypadki, to zbyt niezrozumiałe dla naszej bajki.
i nie otwieram oczu, bo wiem, co zobaczę
uśmiecham się przez sen, patrzę przez całowane powieki
wszystko jest na swoim miejscu, bo mnie tam nie ma
puk puk
gdzie się podziałam?
wiesz, że nie tęsknię?
dziewczyno, to jest właśnie dziecię kwiat.





czasem nocą robi mi się zimniej, nawet w tym dusznym pokoju
jak tego popołudnia stojąc w korytarzu i obsypując pocałunkami marszczące się już poliki
i przypomniałam sobie o tym wszystkim
o słonych łzach, gorzkich żalach i cierpkich obelgach
noszę tonowy plecak poczucia krzywdy, a na nogach spętane kajdany powinności
tutaj nie muszę, tutaj jestem
tu się nie boję życia, nie garbię się przed nim
plotę herezje, ale nie chcę wracać
nie chcę płakać na lotnisku wtulona w pajęcze ręce
ani składać obietnic o wieczności, którą za dziecka wybito mi z głowy
zrobiło mi się dobrze w najmniej oczekiwanym, ni odpowiednim momencie
biję się w pierś, bo czuję.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności