Przejdź do głównej zawartości

sto

100 razy pomyśl zanim się zakochasz


royskopp - easy

pękła szczelina wzdłuż mnie, albo w poprzek, nie wiem już sama. i przepotworzyła się, albo po prostu wynormalniała. nie ma granic, realizmu, wyrzutów sumienia. są kolorowe buty, rozmowy o fizyce kwantowej i zawstydzony uśmiech zasypiając na ramieniu. żółte spodnie Kamila przypomniały mi o tym, przed czym uciekałam. a może to ta mała, niepozorna tabletka. valium, mitsubishi, coś na gardło. i na klatkę piersiową, w której coś musi być z tym wspólnym płucem. zostałam oszukana przez samą siebie. dlatego wylecę do szwecji na ryby.

so easy

nie pamiętam, jak to było. boję się tego szarpania emocjami, byłych ukochanych i czasu. wszystko w końcu zawsze się układa. słupsk to nie było nic innego, jak podróż mentalna. hiperbolizacja. powiesz mi to w końcu?

patrz, jak idę przed siebie. ładne mam nogi, co?

edwyn collins - a girl like you

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności