cocorosie - beautiful boyz
rzeczywistość wykłada karty na stół i podkusza, by wyjść naprzeciw. kryształowa kula. i wcale nie jest subtelna, ani eteryczna, tylko maże tłustym olejem po płótnie zaczepne uwagi. wszystko nagle klatkuje przed oczami w niesamowitym tempie i, co lepsza, odkrywam nowe zdjęcia, zupełnie bezwiednie. leżały w ciemnym kącie szuflady w polu, gdzie nawet nie przyszło mi do głowy szukać. i bum! cynicznaś moja droga. Jan we Szwecji teraz jest tylko kalką tego sprzed dwóch lat. i rozumiem to dopiero wtedy, gdy jest rocznica najzatęchlejszego kaca moralnego mojego życia. gdy ten pada na kolana i płacze, błaga. zimny, władczy i dumny skurwiel mówi, że kocha. a ja mówię, że za późno. jak ci zranieni i żałośni kochankowie w dusznych filmach. tylko, że potem są białe napisy na czarnym tle, a nie konstruowanie "ja możliwego", gdybanie, zastanawianie się, projektowanie wersji alternatywnej. napisów czasem nawet nie jest się w stanie odczytać, przez tempo w jakim pojawiają się i nikną. za to te natrętne myśli, kolące w organy ruminacje są właśnie bardziej wyraźne niż rzeczywistość. prowokatorka całego zamieszania.
what if...?
Komentarze
Prześlij komentarz