Przejdź do głównej zawartości

love is all



the tallest man on earth - love is all
nie.

spijam słowa kerouaca i grzeję się w słońcu pod najsłodszą brzoskwinią. wszystko jakoś tak mnie mija i nie zostawia za sobą nawet zapachu, żadnego ruchu powietrza. prostuję splątane kable złośliwości, ciasnoty i fałszerstw próbując się przyzwyczaić do pustki. do siebie. zakochuję się to tu, to tam, inwestuję na ślepo rozszalałe uczucia, czując następnie paskudny niesmak moralny, który znaczy tyle, co nic, gdy jest w połowie wymyślony. plotę cztery po osiem i nie widać końca. i "o rety" na okrągło, te same iluminacyjne pomysły, do znudzenia powtarzane i odkrywane. wszystkie nierealne i zbyt toporne dla mojej nieśmiałości i stagnacji. jak zwykle - najlepiej pisze się po kilku głębszych. you have to go deeper.

i staję się taka właśnie, która wszystko innym komplikuje, gdy sama sobie ułatwia budować idealnie przylegającą skorupkę. koło się zatacza i znowu - i'm not the girl who misses much.

pipilotti rist - i'm not the girl who misses much

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności