Przejdź do głównej zawartości

lekkość

przed wyjazdem
piłując zaschnięte korzenie aż po krwawiące kolana zastanawiałam się
czy to wszystko właściwe
jakby bez początku i bez końca gubiłam niemiłosiernie słowa.
leniwie, acz z machinalną dokładnością zwijałam kable pod stolik
jakby to była część świętego rytuału
potem obejmując ręką sukienkę przysuwałam się do ekranu
zupełnie jak pianistka przygotowująca się do gry na instrumencie
a przed dotknięciem klawiszy
długo
i
powoli

wycierałam kurz z klawiatury
poprawiałam zbyt długie już włosy
prostowałam z gracją kręgosłup świdrując skupionym wzrokiem ekran
jakby to wszystko w czymś pomóc miało.

i nic.
nic nie miałam do powiedzenia a wstyd mi było pisać o niczym.


a potem był już tylko czas błogiej nieświadomości
setek kilometrów przed sobą i za sobą, słonecznych dni o zapachu słonej, opalonej skóry, monumentalnych pierścieni i łańcuchów gór, opętanych bosych tańców w trawie, mistycznej muzyki i hipnotyzujących obrazów, nieśmiałego trzymania za rękę, obcych słów a znajomych uczuć i wrażeń.

NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU
no kto by pomyślał.






kolejny Jan

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności