Przejdź do głównej zawartości

wings of desire

a co, jeśli naprawdę już nie mam nic do napisania?

zawojowałam i dostałam to, o co krzyków było tyle
cykliczne wołanie o pomstę do nieba zamieniło się w regularny, spokojny senny oddech.
jestem zadowolona, a usta rozchylają mi się w uśmiechu
na czole wygładził się grymas złości mylony tak często ze skupieniem.
patrzeć na siebie w lustrze, to myśleć
a ja trochę nie poznaję tej mimiki.

brzmi mi w uszach dzisiejsze pytanie, jak to jest być żoną pisarza
a ja pytam, jak to jest żyć jako kochanica słowa.
wiem, że to wiecznie nienasycony układ
ciągłe zdradzanie z wyimaginowanym światem, którego pragnie się bardziej, a nie zaspokaja nigdy
i obijanie się o raz pretensjonalną rzeczywistość, a kiedy indziej zupełnie trywialną
to życie niemożliwe
znowu bycie "pomiędzy".



znów dochodzę do tego samego wniosku, spotykam się z tym pragnieniem jak ze starym znajomym.
widząc go z daleka wiem, o czym będzie rozmowa zanim podam mu drżącą z podniecenia rękę
uśmiechnie się znajomo i potem gładko wypowie słowa negliżując moje skryte w cichości marzenia o tym, że ja
ja już chcę wyjechać, marzy mi się kolejna podróż
miesiące życia na skraju kontynentu są już teraz jak migotliwa chwila
to dłużące się wspomnienie zamieniło się w kropkę na horyzoncie.
chcę czegoś świeżego, a zarazem duszącego kurzem historii
Iran, Turcja, Indie, Tajlandia, Kambodża
albo raj w Nowej Zelandii.
transylwańskie zamki obudziłyby we mnie wyrachowaną hrabinę
królową lodu
stamtąd bym po prostu nie wróciła.
nie teraz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności