Przejdź do głównej zawartości

melodrama

zabawne, jakiś czas temu zapisałam, że zawsze jest jakieś wiadro wody tudzież kwasu
w tę albo tamtą, ale jednak.
nie widziałam tego przez zaparowane soczewki, zadymioną głowę.
mgła musiała ułożyć się w trawie, żebym mogła w niej moczyć stopy
podejść pod walijskie wzgórza i odetchnąć pełną piersią
uśmiechać się do morza
and there's no tragedy in that



należało się rozliczyć z upiorami, żeby dojść do prostego wniosku
że zasługuję na dobrą osobę
i taką jestem też ja.
melodramatycznie raz ciągnie, raz wije się czas
jesień znowu pachnie liśćmi, zamiast dławić zgnilizną
niebo jest jogurtowe, albo cudownie miodowe, już nie bure, ni stalowe
śmiech zamiast trzeszczeć i pękać w uszach, wydaje się być melodyjny
a ludzie mają gładsze twarze.
długo maszerowałam ramię w ramię z goryczą i paroma jej kolegami
minęły dwa kalendarzowe lata
znowu czuję, że ten świat jest mój.

Glen: Well, you know what it's like when you first sleep with someone you don't know?
Russell: Yes.
Glen: It's... you, like, become this blank canvas and it gives you an opportunity to project onto that canvas who you want to be. That's what's interesting because everybody does that.
Russell: So do you think that I did it?
Glen: 'Cause you did. Well, what happens is while you're projecting who you want to be... this gap opens up between who you want to be and who you really are. And in that gap, it shows you what's stopping you becoming who you want to be.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności