Przejdź do głównej zawartości

grafomania

za mną gorszy okres
czas tak cichy, aż nie zauważony przez nikogo
nawet przeze mnie.
jest on wypełniony gorszącym, w dobie produktywności, lenistwem
leżeniem od świtu do nocy oblepiona tłustymi strąkami włosów
i męczy to, jak noszenie na swym grzbiecie wstrętnej świni ważącej setki kilogramów.
przez te dłużące się dni prześledziłam swoje życie od początku do końca, zawracając parę razy
zajęłam się przy tym swoistym niebytem, zwykłym trwaniem
stałam się czasem
tak, czasem.

potem przyszedł moment nienasyconego chłonięcia zmyślonych, acz tak realnych przestrzeni
były one jedyną gwarancją pięknej podróży, gdy życie staje się tak rozczarowujące.
to takie chwile błogiej i zachłannej samotności
tworzy się w swoim egoizmie świat tylko dla siebie, a w tym rzeczywistym nie ma po nas śladu.
matka dyplomatycznie by to ujęła, "taka twoja uroda"
miast powiedzieć, że
jestem jak waza, która zalana wodą pęka wzdłuż swojej najgłębiej wyrytej rysy
dla mnie to swojego rodzaju mój dialog ze światem, gdy już nie wiem, jak inaczej mówić.

esbjorn svensson trio - leucocyte - ad mortem

jedyne, co możemy zrobić to zdać sprawozdanie ze swego życia. wszystko pozostałe jest przekroczeniem naszych kompetencji. wszystko pozostałe jest kłamstwem.

stałam się słomianą wdową w dwudziestopięcioleciu mojego życia
siedzę w zimnym pokoju, zaczytuję się w coraz głębsze psychopatologie i myślę o dzieciach
gdzieś uciekł mi ten moment między panieństwem a owdowieniem
tam powinno być rodzicielstwo, podpowiada ciało.
wyobrażam sobie przepełnione słońcem mieszkania, małe stópki biegające po parkiecie, cherubinowe loki podskakujące w rytm podskoków
i pytam siebie - to biologia, czy poznanie?
zamykam swoją głowę, a z drugiej strony ona cała tętni
czuję, że ją rozsadza.

jak to wszystko dziwnie się zmienia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności