in this land there are only two gods:
love
and
water
styczniowy poranek powinien oślepiać,
tego roku było to lustro
wyglądało zza sterty przedawnionych
kalendarzy
pustych butelek szampana
nadszedł nowy rok na najszerszą z gdańskich ulic
i najwidoczniej będzie on po to, bym
mogła się sobie przyjrzeć
z dnia na dzień wszystko oddaliło się
od siebie o przepastne kilometry
serpentyny dróg
całą azję.
mówi się, że początkiem pewnych podróży jest parę kroków w tył
zapiszę to na brzuchu
co by nie odwrócić głowy wraz z
kierunkiem swego dreptania
choć zawsze lepiej się potknąć, niż zastygnąć
między słomą w ścianie
starej kamienicy powolnego miasta.
cocorosie & devendra banhart - brazilian sun
a to wrzeszczy mi w uszach z końcem letniej pory
pamiętam zapach tamtego mieszkania
i pięknie rosnącą bazylię w hałasie rannych autobusów
choroby dzień trzeci, tak piękny na
zaśnieżonej wsi
półki zapełniają się słowami,
uginają pod ich ciężarem
posegregowane niczym odpady
zużyte myśli martwych pisarzy.
wymierzam każdy kąt, by zmieścić w
nim więcej siebie
i wierzę, że jest tam więcej niż 360
stopni
bo potrzebuję co najmniej tysiąca
odhaczam kreski na ścianie
ćwierćwiecze, kochanie
Komentarze
Prześlij komentarz