Przejdź do głównej zawartości

milczenie


in this land there are only two gods:
love
and
water
 
styczniowy poranek powinien oślepiać, tego roku było to lustro
wyglądało zza sterty przedawnionych kalendarzy
pustych butelek szampana
nadszedł nowy rok na najszerszą z gdańskich ulic
i najwidoczniej będzie on po to, bym mogła się sobie przyjrzeć

z dnia na dzień wszystko oddaliło się od siebie o przepastne kilometry
serpentyny dróg
całą azję.
mówi się, że początkiem pewnych podróży jest parę kroków w tył
zapiszę to na brzuchu
co by nie odwrócić głowy wraz z kierunkiem swego dreptania
choć zawsze lepiej się potknąć, niż zastygnąć między słomą w ścianie
starej kamienicy powolnego miasta.

cocorosie & devendra banhart - brazilian sun

a to wrzeszczy mi w uszach z końcem letniej pory
pamiętam zapach tamtego mieszkania
i pięknie rosnącą bazylię w hałasie rannych autobusów


choroby dzień trzeci, tak piękny na zaśnieżonej wsi
półki zapełniają się słowami, uginają pod ich ciężarem
posegregowane niczym odpady
zużyte myśli martwych pisarzy.
wymierzam każdy kąt, by zmieścić w nim więcej siebie
i wierzę, że jest tam więcej niż 360 stopni
bo potrzebuję co najmniej tysiąca

odhaczam kreski na ścianie
ćwierćwiecze, kochanie

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności