miałam usta pełne wody, aż na polikach strzeliły pąki przekrwionych kwiatów
a otwartymi szeroko oczyma wciąż sączyła się paskudna wizja rzeczywistości.
nadciągnęły do baśniowej kaszubskiej krainy ciemne chmury
a ja postanowiłam iść w deszcz
sama przecież o to się prosiłam.
zamieniłam się w manekina o ziemistej cerze
czasem muskało moją skórę ciepło pojedynczej łzy
i to tyle
garść tabletek i biały sufit z tańczącą grą cieni.
niezwykle smutny i piękny zarazem czas
- zupełnie jak muzyka.
znalazłam swoje drzewo i siebie wyrysowaną w jego postaci
znalazłam dom w Bukowinie, który mogłabym uratować, wypełnić i tworzyć
a pod jego żółtymi drzwiami coś, czego już nie szukałam
absolut
zapewnienie miłości.
każdą z decyzji podjęłabym ponownie
nawet te, które kosztowały mnie nieludzkiej siły
jesteśmy siłaczami, mała
zawsze byłyśmy.
po raz pierwszy zamieszkaliśmy przy ulicy Wyspiańskiego, zupełnie nieprzypadkowo
nie bez powodu też wesele tegoż autora było tłem do wspólnie tkanej historii
by w końcu ukazać się w swojej lśniącej od potu okazałości
wirując nieznośnie, szaleńczo, bez pamięci i kontroli
w ciemnej stodole stojącej wilgotnymi belami, z dusznością letniego powietrza zapowiadającego burzę,
w plecionym kłosami wianku i wypastowanych martensach
z nami w rolach głównych.
panna nikt już zmieniła swoje inicjały, gdzieś po drodze zgubiła też ciężar międzypokoleniowych skryptów
a wymyślony nieznajomy stał się najbliższym z realnych.
uważaj o co prosisz, bo jeszcze możesz to dostać
tak więc pracuję w materii, w której chciałam się spełniać
rozwijam się bezustannie, nie rozdrabniając się na nie moje treści
zamiast składać ręce w świątecznej eucharystii, medytuję odcięta od doczesności
a za chwilę pakuję swoje rzeczy i przewożę je do miasta, w którym zwykłam się chować, gdy już nic nie było znajome
sama ruszając w miejsce, które kiedyś ochrzciłam najpiękniejszym kawałkiem świata.
jestem podmiotem
jestem kobietą
jestem ja.
a otwartymi szeroko oczyma wciąż sączyła się paskudna wizja rzeczywistości.
nadciągnęły do baśniowej kaszubskiej krainy ciemne chmury
a ja postanowiłam iść w deszcz
sama przecież o to się prosiłam.
zamieniłam się w manekina o ziemistej cerze
czasem muskało moją skórę ciepło pojedynczej łzy
i to tyle
garść tabletek i biały sufit z tańczącą grą cieni.
niezwykle smutny i piękny zarazem czas
- zupełnie jak muzyka.
znalazłam swoje drzewo i siebie wyrysowaną w jego postaci
znalazłam dom w Bukowinie, który mogłabym uratować, wypełnić i tworzyć
a pod jego żółtymi drzwiami coś, czego już nie szukałam
absolut
zapewnienie miłości.
każdą z decyzji podjęłabym ponownie
nawet te, które kosztowały mnie nieludzkiej siły
jesteśmy siłaczami, mała
zawsze byłyśmy.
po raz pierwszy zamieszkaliśmy przy ulicy Wyspiańskiego, zupełnie nieprzypadkowo
nie bez powodu też wesele tegoż autora było tłem do wspólnie tkanej historii
by w końcu ukazać się w swojej lśniącej od potu okazałości
wirując nieznośnie, szaleńczo, bez pamięci i kontroli
w ciemnej stodole stojącej wilgotnymi belami, z dusznością letniego powietrza zapowiadającego burzę,
w plecionym kłosami wianku i wypastowanych martensach
z nami w rolach głównych.
panna nikt już zmieniła swoje inicjały, gdzieś po drodze zgubiła też ciężar międzypokoleniowych skryptów
a wymyślony nieznajomy stał się najbliższym z realnych.
Einstürzende Neubauten - The Garden from neubauten.org on Vimeo.
uważaj o co prosisz, bo jeszcze możesz to dostać
tak więc pracuję w materii, w której chciałam się spełniać
rozwijam się bezustannie, nie rozdrabniając się na nie moje treści
zamiast składać ręce w świątecznej eucharystii, medytuję odcięta od doczesności
a za chwilę pakuję swoje rzeczy i przewożę je do miasta, w którym zwykłam się chować, gdy już nic nie było znajome
sama ruszając w miejsce, które kiedyś ochrzciłam najpiękniejszym kawałkiem świata.
jestem podmiotem
jestem kobietą
jestem ja.
Komentarze
Prześlij komentarz