Przejdź do głównej zawartości

list do p.

mi się wydaje, że zawsze w ten deseń odpowiadam "wszystko nabiera pożądanych kształtów i wymiarów", a ciągle jest ten sam stan, nieruchliwy i zupełnie w niczym nie nadzwyczajny. papka.
odpowiedź pewnie też zależy od humoru.

wczoraj powiedziano do mnie "ej, dziewczyno, pierdolnij wszystko i jedź z nami" i czasami sobie myślę, co by było wtedy. pewnie nic. jestem zbyt przypięta do bezpiecznych wydeptanych szlaków tych malutkich życiek, żeby wszystko fenomenalnie pierdolnąć. nawet moja przeprowadzka do hiszpanii tak naprawdę jest grzeczna i sformalizowana, uczelnia mi na to pozwala, żaden survival. to w moim stylu. ryzykować bezpiecznie, szaleć zdroworosądkowo. podróżowanie na stopa w wakacje po odległych wymarzonych krainach, by całe 10 miesięcy uczyć się i pracować, być "odtąd dotąd".
oczywiście nie jest tak źle, jak wygląda, tak jakoś się napisało, luźny zlepek zdań i przemyśleń.

to nudne, ale wiesz, czuję się trochę sama. te wszystkie mrzonki o wielkim czymś, niesamowitej historii, ludziach jak z filmów, wysyconych obrazach, nadzwyczajnością i naturalnością równocześnie. cholera, kto mi takich bajek nawciskał? nie miałeś tak, że szukało się śmiesznego mistycyzmu, znaczeń, piękna? a teraz to jakie takie gówniarskie i ciut żenujące. żuje się przy tym tosta z ketchupem i wszystko od razu staje się totalnie obdarte z wizji.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności