czekam do rana wsłuchując się w pomruki i bezdechy mojego kota
patrzę się w suche, coraz bardziej złociste brzozy przed oknem
aż przyjdzie jakaś cudowna myśl, rozwiązująca wszystko
taka, co mnie wybudzi z niespodziewanej depresji przez brak ostrego słońca, bałkańskiej muzyki i 35 stopniowych upałów
i w końcu pchnie do przodu na tyle, bym dotrzymała kroku teraźniejszości.
przyszło mi zdrowo żyć.
jako chłopiec z krótkimi włosami
obfite śniadanie z mlekiem, zawsze warzywo w akompaniamencie odrobiny mięsa, świeże pieczywo, z którego zrezygnować nie umiem
garstka przyjemności
i ruch, ruch, ruch, obsesja poruszania.
kolejny dzień bez alkoholu, który okazał się problemem
i dzień i procenty.
Komentarze
Prześlij komentarz