pokręciłem głową. choć kręcenie głową naprawdę niczego nie rozwiązuje
jeszcze raz
siadam przed purpurową ścianą z zamiarem posprzątania w swojej głowie
odłożę na opisane półki mentalnej spiżarni ponumerowane myśli w słoikach
jednak gdy tylko się do nich zbliżam, znikają, pękają bez dźwięku i giną w eterze
jestem dzieckiem biegającym za balonikami ze szpilką w dłoni.
jeszcze osiem
tysięcy.
ta jesień podobno już się dopełnia, na dniach śnieżne istoty zsypią z nieba niewinnie białą pokrywę, z początku zawsze zachwycającą, by na koniec każdy nią gardził
potem będzie już tylko ciszej i bardziej pusto
świat zaśnie
ja już śpię, nie pamiętam jak długo
emocjonalne odleżyny nie powstają w jedną noc.
podręcznik mnogości mych zachowań zawiera tylko trzy stany
malowniczo ludzkie zachowania.
zdradliwa apatia o milczeniu ważącym setki kilogramów, które boleśnie gniotą moje kończyny
kuśtykam z łoskotem między wrażeniami, słodko gruchoczą moje kości
jestem więźniem bezruchu
palący nieludzki smutek, rozrywa gardło i wysusza oczy
zapisana historia w tęczówce nie błyszczy o sobie światu
jestem ślepcem i niemową
osłabiająca panika, rozbiegane oczy i trzęsące ręce, z zemdleniem na końcu, niczym wiśnia na torcie
o bardzo gorzkim smaku
urodziny obchodzę codziennie.
kiedyś gdzieś przeczytałam, że potrzeba drugiej pary oczu, patrzących tak samo
czasami nawet widzę, że się w nich odbijam
rysuje mi się cały obraz, a balony przestają pękać.
jednak warunek jest jeden i bezdyskusyjny
- trzeba w nie spojrzeć.


to, co łatwo w ręce wpada, jeszcze szybciej z nich się ześlizguje
przesiąka rękawice i wycieka przez palce
z tą metryką wstydem jest wciąż oduczać się naiwności w tych samych sprawach.
chciałam byś mnie przytulił
chociaż na tysiąc lat.
nie opuszczaj mnie.
Komentarze
Prześlij komentarz