Przejdź do głównej zawartości

tam i wtedy



zawsze byłam lekka, dlatego obijałam się o ściany
wystarczy zmienić perspektywę i zobaczyć w tym lotność
więc mknę.
płynę, płynę jak falą niesiony liść

harmonia.

krakowskie uliczki doprowadziły mnie na miejsce, które okazało się najwłaściwszym o tym czasie, choć momentami zaczynałam w to wątpić.
znalazłam grzech pierworodny właśnie tam, a on jakby na mnie czekał, by o sobie przypomnieć i pozwolić odkryć się na nowo.
badam go stronę po stronie, pożółkłe karty pachną przeszłością
moją, twoją i wszystkich tych ludzi, którzy trafili w swoim życiu na tę biblię.
moja dusza grzesznie rozdziewiczona, była jak ongiś gładka forma, zarysowana miejscami
a teraz sama rzeźbię w tej bryle
i paradoksalnie - staję się pełniejsza.
tworzę się.



jestem sentymentalna.
jakkolwiek nie było, zawsze wiedziałam, że lubię moje życie właśnie takim, jakie ono jest. z tymi wszystkimi lukami, niedociągnięciami i przerysowaniami. nic nie jest błędem, nawet jak najprostsza logika na to wskazuje. uświęcam potknięcia, bo bez kryzysu nie ma rozwoju, nie ma narodzin nowych myśli, uczuć, a nawet prawd. głaszcząc się po głowie muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna i czuję się mądrą kobietą - nawet jeśli nie wiem jeszcze, czego dokładnie chcę. nie wiem, którą ze ścieżek podążać, ale zdaję sobie już sprawę, w którym kierunku. moje życie mnie ekscytuje i inspiruje. tętnię.
ktoś mi kiedyś powiedział, że jestem jesienią, a ja teraz czuję w środku wiosnę. mam też dlatego wrażenie, że z kolejnym miejscem muszę się pożegnać, jak to już u mnie bywa. coś się wyczerpuje, przestaje być tak ważne, aż znika na horyzoncie wraz z moim oddalaniem się. zostawiam i idę. mogłabym te dziecię ułożyć w inkubatorze i patrzeć, jak siłą drobnych płuc unosi kruche żeberka, z tym że nigdy mi się to nie zdarzyło. o ironio, tak panicznie boję się opuszczenia, a sama jestem eteryczna jak impresja. intensywna i ulotna. gdybym zgromadziła wszystko, co kiedyś opuściłam, byłabym krezusem w każdej przestrzeni. wiem, że mogłabym tu postać chwilę, ale już widzę te buty pod łóżkiem, których nigdy nie wyrzuciłam. one po prostu były zimowe, a tej pory nie spotkałam od dwóch lat. czy znowu pozwolę sobie wszystko stracić i wyczyścić swoją głowę? czy ponownie zamaluję bielą to samo płótno i zagruntuję je dla pewności, by nie przebijały się kolory? czy naprawdę tak to znowu musi być?

zetnę włosy i znowu wszystko zacznie się zmieniać. tak to działa właśnie.



-czasami moi przyjaciele są jak pętla wokół szyi. jak ma się długo pewnych przyjaciół, wszystko staje się scementowane.
- czy to coś złego?
-oczywiście, że to coś złego! nie chcę tkwić w tym chrzanionym cemencie, dziękuję bardzo (...) nie pozwolą ci być żadną wersją siebie oprócz starej wersji lub takiej, którą chcieliby żebyś był.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności