Przejdź do głównej zawartości

olbrzym

Kiedyś miałam tendencję do życia w przeszłości. Taka uroda, sądziłam. Teraz zaganiam się często w przód o całe lata i kilometry. Bez względu na kierunek jestem nie tu. Czuję że wiele mnie omija, tracę codzienność, spalam swoją twórczość. Ona jest tylko w obecnym momencie, w tu i teraz. To, co mnie ratuje to cykliczne podsumowania, dzięki którym odczuwam czas i zmiany, to taki dowód, że żyję. Przecież już to widziałam.


nick cave & the bad seeds - jubilee street

Marzę. To chyba najbardziej ludzkie jest, istota naszego człowieczeństwa. Czasami zaczytuję się w poezję pachnącą dymem papierosowym, wyobrażam sobie jak wskrzeszam w sobie olbrzyma. Tymczasem wobec przeszłości czuję się często karłem, zupełnie bezbarwnym człekiem. Napełniam się treścią wielkich umysłów. W mroku rozczytuję ich kruche i ulotne słowa. I myślę tak, że nie możemy sobie pozwolić na bezczynność.

Bywa że pomysł jest czymś najmniejszym na świecie. Płomykiem, nad którym się pochylasz, otaczasz dłońmi i modlisz się by nie stłumiły go wyjące nad nim burze. Gdy wytrwasz, możesz stworzyć przy nim rzeczy wielkie, potężne, przejmujące i zmieniające świat. A wszystko to dzięki najmniejszemu z pomysłów.


Komentarze

  1. Ważne jest i dziś i wczoraj. Wczoraj pozwoliło nam na dziś a dziś każe nam jutro!
    Nie można zapomnieć i nie można uciec w kiedyś. Każde momenty są ważne a trzeba je tylko pogodzić.
    Pięknie piszesz
    Zapraszam gdyby się chciało ^^:
    http://oponiew.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności