Przejdź do głównej zawartości

i am not an island

witaj jeszcze nowszy roku
zaskoczyłeś.



piszę nie dlatego, że potrzebuję, a dlatego, że chcę. na litość boską, wiem przecież, kiedy się pragnie. pomyliły mi się kolejności i zależność ta powinna być zerwana. jakkolwiek wiele pięknych rzeczy się rodzi w bólu, to jest to związek dość mizerny, zwłaszcza gdy lubuję się w tańcu ze słowami. sprowadziło się to do tego, że by tworzyć, musi być mi źle, a że twórczość jest mi potrzebna, to godzę w swoje słabości, karcę się rozmyślnie. brudzę ręce ropą z ran, które paprają się przepięknie. to moja korzyść w cierpieniu.

miewam wrażenie, że w szczęściu wszystko zostało już powiedziane. nie ma nic do dodania. jest bezbarwne i przewidywalne, usypia monotonią. to oczywistość. o tym się nie opowiada, choć przez to staje się ulotnym i zapominanym. to jak nie branie dobrego ucznia do odpowiedzi, bo przecież potrafi. powinno się jednak to pielęgnować, chuchać, dmuchać i utulać. dzielić się promieniejąc. należy uznać ważność rzeczy dobrych i tak - zalegalizować szczęście. być czasem przykładem propagandowej reklamy, gdzie wszystko jest kiczem, bo szczęście jest kiczowate. i co lepsza, nie ma w tym nic złego. jesteśmy wyjątkowymi człowieczkami ulepionymi z powtarzalności. i czy to naprawdę powód, by być tak wszechwiedzącym i ze znudzeniem przeżuwać serwowaną codzienność? niech to będzie sztuka, bez względu na to, że ilość motywów, etosów jest ograniczona, a słowa mają już leksykalnie przypisane znaczenia. neologizujmy własne istnienia, hołubmy ludzkie byty. wszystko jest tylko tym, czym to robimy.

________________________________________________


co powiedzieć?

karty na stół, a pod nim zielone wino
moja samotność to halucynacja
za to mam na czole wyrysowaną niewygodną cechę
którą przykrywałam grzeczną grzywką
mam wrażenie, że zmyje to piętno jedynie oceaniczna woda
lazurowa, ciepła i rozmarzona
powietrze o zapachu obcych landów.

straciłam apetyt na życie, którym melodyjnie zarażałam
krytycyzm zamienił się w pogardę
indywidualizm w aspołeczność
samodzielność w natrętny perfekcjonizm
to są moje postanowienia na nowszy rok.



zgłodnieję, a potem zacznę się modlić
i w końcu
pokocham.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności