wszystko się odbylejaczy
jeśli w ogóle takim mogło kiedykolwiek być
niekiedy warto stanąć przed szarą ścianą, by wyjaskrawić swoje ja
czasem nawet wypiąć się w szeregu ludzi innych
i usłyszeć to przyjemnie niepokojące
- boję się ciebie.
ja też.
zaczynam rozumieć, że moja bolączka to nie rozcząstkowanie, ani surowo brzmiąca niekompletność. to nic innego, jak rozbudowane systemy skrzętnie uwiązane w pełne alter ega, niezależnie funkcjonujące persony, wijące się wśród pajęczych sieci, aby nie skrzyżować dróg. the other i. tak więc wszystko melodyjnie rozbrzmiewa, pieści harmonią, dopóki grafy na siebie nie nachodzą i nie tworzy się zbiór wspólny. potem już tylko pozostaje zagryzać wargi do omdlenia i zagrać w rosyjską ruletkę z cichą nadzieją, że prawdziwa ja pociągnie za spust, gdy kolba będzie pusta. to moja prywatna sale guerre, drogie dzieci.
postawiłam sobie w ogrodzie drabinę, jakubie
mam poobijane biodra, a na stopach porozcinane ropienie
i wrażenie, że z nieba sypie się sól.
gdy zsuwam powieki, widzę rzeczy w kolorach sepii
powidoki różnych miejsc, klatkujące uśmiechy, wysokie i niskie tony
cała gama impresji.
należę do życiowych krezusów, mimo ulicznego wyglądu
łatam podszewkę gronostajowej peleryny, pudruję opalone ciało
i czekam na moment, w którym wyjdę do wielkiego ogrodu, pełnego labiryntów i ślepych uliczek
nie bojąc się
że zgubię się sama ze sobą.
jestem pastiszem
nie kłamię.
a wiedeń rozkochał mnie w sobie
śnię o małym mieszkaniu w tamtejszej kamienicy
wielokolorowych utopijnych komunach
nieskrępowanych umysłach i wolnym artyzmie.
przerażeniu odpowiedniości.
Komentarze
Prześlij komentarz