Przejdź do głównej zawartości

western

w szkole podstawowej zadawano pracę opiętą w pytanie 'kim jestem?'
dzieci w swojej rozkosznej prawdziwości rozpisywały się koślawymi literami, co tuszu w piórach o wygiętej stalówce
jednym ciurkiem, bez zastanowienia rozkładały na kawałki swoje ja
linijka, za linijką, broń boże w kratach więzić słowa
pamiętam śmieszne b, z frędzelkiem na brzuszku, którego już nie używam
i równie dziwne wielkie G, dziś zastąpione drukowanym krewnym.

dzisiaj wiem, kim nie jestem
bo przecież uczymy się wiecznego zaprzeczania, protestów
głośnego: NIE, NIE MASZ RACJI
jednak gdy odwrócić pytanie, pozostaje głucha cisza od czasu do czasu przerywana nierytmicznym kapaniem w swądzie wilgoci
i niby sączą się wrażenia
zbyt subtelne, by zrozumieć, czym są naprawdę.

ściągam rękawiczki i na palcach jednej ręki potrafię policzyć role, które odgrywam dla innych
zaszczepiamy sobie podprogowo pewną wiedzę, wcześniej niewidzianą, acz przyjętą za pewnik
jakby to be continued, ale w drugą stronę.
każdy decyduje o tym, co widzieć chce na obrazku
ja nie załączam swoich.
brak tożsamości jest niewygodny, uwiera mimo braku ciasnoty
i mam wrażenie, że jestem przezroczysta
tak ciężko się oddycha zbyt czystym powietrzem, gdy jest go za dużo.




mój mały teatrzyk ograniczam do ostatniej większej potyczki
tej, w której ryję twarzą po asfalcie, zdzieram skórę aż po kości
a publiczność na zmianę wyje i klaszcze w bezlitosnym uśmiechu
wyuczenie odgrywam scenę łapania siebie in flagranti, w pełnej uniżoności wobec starych zasad i wartości
chrząkam z grymasem, jak w tych męskich westernach na zapowiedź finalnego zdania przed napisami
i w końcu mówię z wyrysowaną stanowczością na twarzy 'tak, to tu się zaczęło'
a 8 lat to nie bagatela.

tak bardzo chciałabym o tym napisać, własnymi palcami i zmęczonymi oczami
drżącym sercem i płytkim oddechem
wszystkimi moimi pokładami pokory i szczerości.
i z czasem tak zrobię, tu czy gdzie indziej, jak nauczę się mówić
póki co, jestem na etapie gaworzenia.
teraz poproszę tylko, żebyście we mnie wierzyli
tak, jak wierzy się w zębową wróżkę, elfy, czy chochliki
podróżujące krasnoludy, śpiewające syreny
inaczej nas po prostu nie ma
a ja chcę być
dzisiaj zdałam sobie sprawę, jak kurewsko bardzo.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

prosto

parę prostych zasad: spać kiedy się chce okłady z kota wskazane, nawet szujowatego (to dla zdrowia psychicznego) nie pić podczas posiłku, najwyżej pół godziny po rano szklanka ciepłej wody z cytryną a potem ciepłe śniadanie spacery, dużo spacerów (lepiej się oddycha, lepiej się śni) i jak najszybciej zaszczepić się na grypsko. dodam ponad wszystko: mniej nonszalancji i ignorancji w ogóle i idzie jakoś przetrwać. gdy wzroku nie przyćmiewa mi wżarte w kościec poczucie wyobcowania zauważam, że wokół roi się od ludzi ciepłych, zainteresowanych, chcących kontaktu (może też są samotni w środku?). moje chłodne spojrzenie łagodzą zwyczajne sprawy zaproszenie na przechadzkę, wspólne jedzenie ciastek przy herbacie nie odrzucam tych okazji ad hoc, jak przyszło mi robić czekając na coś większego, goniąc za króliczkiem. zamiast tęsknić biernie za zamkniętą przeszłością próbuję chwytać to, co jest. i myślę sobie: może tak zaczyna się przyjaźń?

pot i flegma

gdy rzeczywistość wymaga mobilizacji a wyzwania rysują się na horyzoncie jak ostre noże wyłączam guzikiem na karku czucie. idę przed siebie jak naćpany żołnierz i robię to, co do mnie należy. zawsze tak samo - z prostym przedziałkiem i w wypolerowanych sztybletach. po wszystkim robi się głucho, a powietrze zastyga ciepłe i gęste a ja powoli zaczynam oddychać. pierwszy głęboki oddech wypełnia płuca po same obojczyki, krew zaczyna krążyć, aż dociera do bladych i zimnych tkanek nabieram ludzkich kolorów, łagodnieją moje kontury. chcę już iść dalej, włączyć kolejny bieg, ale czasami tak się nie da czasem moje ciało jest mądrzejsze i robi wbrew temu, co jaśnie homunculus prawi pokazuje swoją wyższość nad zadufaniem wiecznie głodnego człeka i gorączkuje, dławi kaszlem, omdlewa żeby w końcu wywalczyć trochę bezcelowości i dryfowania. więc jestem: zlana potem, rzygająca flegmą, spuchnięta jak zepsute jabłko znowu musiałam tutaj zajrzeć, żeby zrozumieć, że nigdzie nie muszę pę...

chicago

sufjan stevens - chicago ku wolności